Hermiona przez najbliższy czas odpoczywała w samotności. Fred tylko czasami pojawiał się w Norze i jego wizyty były krótkie. Wyglądał wprost tragicznie. Jego włosy były w nieładzie, ciuchy miały plamy, a od niego unosił się zapach alkoholu. Pani Molly starała się jakoś mu pomóc, ale nie chciał z nią rozmawiać na temat Angeliny i George. Zdawało się, że wzorkiem szuka Hermiony, ale dziewczyna na czas jego pobytu ukrywała się. Gryfonka miała poczucie, że źle potraktowała Freda. Była dla niego zbyt surowa, ale jednocześnie czuła się odrzucana przez niego. Z powodu natłoku emocji postanowiła nie wchodzić mu w drogę i czekać.
Dni mijały i zbliżał się termin, w którym młodzi musieli stawić się w Ministerstwie i spędzić tydzień z dopasowaną osobą. Pani Molly postanowiła urządzić dla wszystkich z tego powodu popołudniowy obiad pożegnalny i Hermiona wiedziała, że wtedy nie będzie mogła uniknąć Freda.
Około szesnastej wszyscy już byli przy stole. Na ustach Ginny gościł lekki uśmiech. W końcu będzie mogła spędzić czas z Blaisem i nie będzie czuła, że robi coś złego. Ron był wprost przeszczęśliwy, bo Alicja była dziewczyną, która niezmiernie mu się podobała, więc liczył, że między nimi coś zaiskrzy. Nawet Harry zdawał się być radosny, a to już nie lada wyczyn. Widział się z Luną kilka razy przez ten czas i zawsze po takim spotkaniu wydawał się być spokojniejszy. Hermiona zaś była raczej spięta, bo nie do końca wiedziała jak powinna postąpić. Fred przybity, George i Angelina smutni. Pani Molly chętnie dowiedziałaby się więcej na temat ich całowania, ale patrząc na Freda, wiedziała, że tym samym otworzyłaby ranę, która jest jeszcze bardzo świeża, dlatego taktownie unikała tego tematu, ale była wroga wobec drugiego bliźniaka i Johnson. Nie chciała jej zapraszać na obiad, ale jej mąż uznał, że wypada, bo przecież Angelina była dla nich prawie jak rodzina. Znali ją tak dobrze, była na każdej uroczystości. Poza tym nie wiedzieli jej od tego dnia, gdy wszyscy usłyszeli o jej zdradzie. Może sama będzie chciała to wyjaśnić. Słysząc, że Angelina może opowiedzieć jak do tego doszło, pani Molly natychmiast zgodziła się ją zaprosić. Tak jednak nie było. Cała trójka siedziała jak zaklęta i czuć było napięta atmosferę, którą ratowali Harry, Ron i Ginny. Wybraniec i jego była dziewczyna poważnie porozmawiali na temat ich związku i doszli do wniosku, że nie byli sobie pisani. Postanowili, że będą przyjaciółmi.
Gdy wszyscy zjedli już obiad, przenieśli się do salonu, by napić się czegoś mocniejszego i czekać na deser. Hermiona nie czuła się komfortowo, dlatego chciała opuścić towarzystwo, ale Fred nie pozwolił jej na to. Złapał ją za rękę i powiedział:
- Chciałbym z Tobą porozmawiać... Proszę Cię, wyjdźmy razem na spacer. - Dziewczyna pełna obaw spełniła prośbę Freda. Szli wolno oddalając się od Nory i początkowo nic nie mówiąc. Dopiero po chwili odezwał się chłopak.
- Już od dawna chcę z Tobą porozmawiać.
- Ja z Tobą też Fred. Muszę ci coś powiedzieć.
- W takim razie słucham. O co chodzi Hermiono? - Gryfonka milczała, bo nie wiedziała jak może rozpocząć ten temat, ale po prostu musiała wyznać Fredowi, że jest jej wstyd.
- Chcę cię przeprosić Fred za naszą ostatnią rozmowę. - Chłopak stanął w pół kroku jakby oberwał zaklęciem Petrificus Totalus. - Za bardzo na ciebie naskoczyłam i masz prawo być na mnie zły. Mam nadzieję, że jakoś wybaczysz mi to.
- Co mam ci wybaczać Hermiono?! To ja jestem ci winien przeprosiny za to, że nie poświęciłem ci należytej uwagi. Długo o tym myślałem i zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście możesz być przerażona. Ja, Angelina, George... Ty też chcesz po prostu być szczęśliwą. Moje zachowanie było niegrzeczne.
- To prawda, że chcę być tylko szczęśliwa, ale wiedziałam przez co przechodzisz i nie pomogłam ci. Wcale nie chciałam słuchać o Angelinie, raczej o tym jak to stało, że ty i ja jesteśmy dopasowani.
- Teraz już to wiem. Wtedy wydawało mi się, że będę jakąś maskotką, że chcesz tylko gadać o tym, co się stało...
- Spokojnie Fred... Nie możemy się wiecznie na siebie obrażać, skoro jutro nas zamkną na 7 dni w jednym pokoju. - Dziewczyna sztucznie się uśmiechnęła, ale zauważyła, że chłopaka coś trapi i, że coś jest nie tak.
- Wiesz... Chciałabym z tobą porozmawiać. Może to trochę dziwne, bo w sumie nie jesteśmy tak zżyci ze sobą, ale czuję, że jesteś jedyną osobą, z którą mogę tak otwarcie pogadać i nie będziesz mnie oceniać. Poza tym, nie jesteś ciekawska i przyjmiesz to wszystko obiektywnie, a może nawet będziesz w stanie mi pomóc. - Hermiona nie wiedziała, co powinna na to odpowiedzieć. Trochę się spięła, bo nie wiedziała o co może chodzić. - Jesteśmy w końcu tak dopasowani do siebie...
- Jasne. Mów. Postaram ci się pomóc najlepiej jak potrafię. - Zapewniła.
- Okej... Więc chciałabym z tobą pogadać o Angelinie i Georgu. - Para już znacząco oddaliła się od Nory i była przy jeziorze. Po mimo chłodnego, wrześniowego wieczoru usiedli niedaleko wody, pod starem drzewem. - Przez ten cały czas chcieli ze mną porozmawiać, ale ja nie odzywałem się do nich. Wiem, że kiedy wrócimy na Pokątną nie odpuszczą mi, bo jutro wszystko się zacznie... Tylko z tobą mogę o tym szczerze porozmawiać i chyba po raz pierwszy nie mogę iść z problem do George... Chodzi mi o to, że nie wiem, co powinien im powiedzieć, kiedy wieczorem zapytają się czy jestem zły? Może poproszą, żebym dał im szansę? Ja... Po prostu nie wiem co mam zrobić! - Fred wstał i zaczął chodzić bliżej wody, a Hermiona po chwili wstała i złapała go za ramię.
- Nie musisz robić nic wbrew sobie. Wiem, że Angelina jest dla ciebie bardzo ważna. Jeśli czujesz, że kochasz ją, to może zawalcz o nią. Ja wiem, że to jest dziwna sytuacja, że to przecież jest George, ale musisz to zrobić, jeśli chcesz być szczęśliwy. Nie przejmuj się nikim i niczym. Walcz o nią! - Fred uśmiechnął się do niej smutno.
- Jesteś niesamowita Mionko, wiesz? - Dziewczyna powiedziała to, co miała w sercu, choć wiedziała, że to oznacza, iż Fred nie będzie z nią. Mimo to, nie mogła pozwolić, by chłopak był nieszczęśliwy. - Nie mogę uwierzyć, że to powiedziałaś, ale ty po prostu nie wiesz wieluuu rzeczy...
- Czego nie wiem Fred? - Spojrzała na niego marszcząc brwi.
- Ehh... Przygotuj się na długą opowieść, bo wiele ci muszę wytłumaczyć. - Dziewczyna zerknęła na niego niepewnie i z powrotem usiadła pod drzewem mocniej utulając się swoim szalikiem. - Jak zapewne wiesz na pierwszą randkę z Angeliną poszedłem na Bal Bożonarodzeniowy, kiedy byliśmy na szóstym roku. Od dawna ona podobała mi się, ale wiesz jaki byłem. Durny. Robiłem sobie z niej głupie żarty na zajęciach, na treningach, w pokoju wspólnym. Bałem się, że nie zgodzi się iść ze mną, ale kiedy to już zrobiła, to byłem taki szczęśliwy i chciałem, żeby ona też była ze mnie zadowolona, więc nie wygłupiałem się i nawet pocałowałem ją na balu i tak to wszystko się zaczęło... Powoli zakochiwałem się w niej. Była piękna, mądra, odważna... Widziałem tylko jej zalety. To było po prostu cudowne. Wspólne spacery, randki o północy i pierwsze nasze pocałunki. Wszystko układało się idealnie. W czasie wakacji nie mogliśmy się spotkać, ale wysyłaliśmy listy do siebie i kiedy wróciliśmy do Hogwartu wszystko było, jak przed wakacjami. Bałem się, że jej uczucia mogły się jakoś zmienić, że może nie jest już mną zainteresowana, ale wcale tak nie było. Znów zaczęliśmy chodzić na randki. Wiem, że wiele osób trzymała za nas kciuki, a ja się czułem jakbym był w bajce. Przed przerwą świąteczną postanowiłem zdobyć się na uwagę i zebrałem ją na romantyczną kolacją na błoniach i wyznałem jej, że ją kocham, a ona odpowiedziała, że też mnie kocha. To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Naprawdę się kochaliśmy i wszystko układała się między nami wspaniale. Czasem się kłóciliśmy, ale zwykle o bzdety. Wierzyłem, że mógłbym spędzić z nią całe życie. - Hermiona patrzyła na Freda i starała się powstrzymać łzy. Było w niej wiele emocji. Z jednej strony była szczęśliwa, że chłopak chciał jej się zwierzyć, z drugiej to była romantyczna historia. Doskonale pamiętała Angelę i Freda z Hogwartu. Wszyscy widzieli, że są w sobie zakochani i kibicowali im. Pasowali do siebie idealnie. Czy jest tam miejsce dla niej?- Potem, jak wiesz, postanowiliśmy z Georgiem, że opuścimy Hogwart. Na początku nie mówiłem jej tego wprost. Dopiero później dawałem jej sygnały, które zresztą bezbłędnie odczytała. Była ze mnie dumna, że postawiłem się i nie miała nic przeciwko, że nie zdawałem egzaminów. Wkrótce ona też opuściła szkoła i zaczęła szukać pracy. Udało się jej dostać posadę w Ministerstwie Magii w Departamencie Przestrzegania Prawa. Obydwoje byliśmy szczęśliwi i dumni z siebie, ale też strasznie zapracowani. Rzadko się widzieliśmy, a ja martwiłem się o nią, dlatego zapytałem George czy Angelina może z nami zamieszkać, a on nie miał nic przeciwko i powoli zaczęła się wprowadzać. Co prawda miała jeszcze swoje rzeczy w rodzinnym domu, ale rzadko tam bywała. I powiem ci, że to chyba był błąd w naszym życiu, bo coś się zaczęło psuć. Angelina początkowo przekazywała informacje z Ministerstwa do Zakonu Feniksa, ale z czasem stwierdziła, że to blokuje jej karierę i życie i nie chce tego dłużej robić, a ja starałem się to zrozumieć. Potem zmieniła swoją fryzurę, styl ubierania się i nie zrozum mnie źle, bo nadal była piękna, ale chyba już nie moja. Tym bardziej, że prawie każdy weekend chciała spędzać ze znajomymi i czerpać z życia jak najwięcej, a ja jakbym jej nie wystarczał. Zaczęliśmy się wtedy kłócić. O to, że za późno wraca, za dużo czasu spędza w pracy lub ze znajomymi, że usunęła mnie na bok. Mogę ci nawet wyznać, że już nie uprawialiśmy seksu. Wszystko jakby zamarzło, ale nadal była dla mnie ważna, a czasy były niepewne i wkrótce już wszyscy wiedzieli, że zaczęła się wojna. Byłbym głupcem, gdybym zostawił swoją dziewczyną w takim czasie, więc tego nie zrobiłem, ale nie czułem się szczęśliwy i ona chyba też nie. Bardziej byliśmy ze sobą z przyzwyczajenia. Każdy z nas już wydoroślał i miał inne plany na życie, a ja czułem jakby to była moja wina, bo przygniotłem ją swoimi uczuciami i poważnymi zamiarami. Myślałem, że kiedy to wszystko się skończy, to usiądziemy i spokojnie pogadamy. Wtedy byśmy wyznali sobie, że między nic już nie ma i nasza miłość się wypaliła. Byłem pewien, że to wkrótce nastąpi, aż tu nagle chwilę przed decydującą bitwą ona zaczyna zachowywać się jak dawniej. Spędza ze mną dużo czasu, wspomina Hogwart, uśmiecha się, aż w końcu nawet chce iść ze mną do łóżka. Nie rozumiałem tej zmiany zachowania i chyba nie byłem z tego zadowolony. Już myślałem, że to koniec, a tu coś takiego. I co miałem zrobić? Pomyślałem, że może warto dać nam szansę, jeśli ona tego naprawdę chce. W końcu czułem do niej miłość. Na początku było świetnie, ale potem poczułem, że to jakaś dziwna gra i nigdy już nie będzie tak, jak kiedyś było. Nadal jednak nie mogłem podjąć ostatecznej decyzji, bo widziałem jej ciepłe uczucia wobec mnie. Kiedy już myślałem , że naprawdę ją zostawię, wtedy dowiedziałam się o tych badaniach i dopasowanych osobach i po raz kolejny zadałem sobie pytanie, jak mogę ją teraz zostawić, jeśli będziemy sobie przeznaczeni? Nic z tym nie robiłem, a ona była taka pewna naszej miłości, dlatego ja i byłem przekonany, że mnie kocha. Co potem się wydarzyło? To już chyba wiesz... Było mi jakoś...dziwnie, ale szczerze myślałem, że to będzie totalna porażka, bo muszę wyznać, że George jakoś nigdy nie żywił większej sympatii do Angeliny, a tak przynajmniej mi się zdawało. Zgodził się, żeby zamieszkała z nami, ale nie chciał z nami spędzać czasu, nie rozmawiał z nią za wiele, może nawet unikał i teraz już wiem, że był po prostu w niej zakochany, dlatego to robił. Nie chciał, żeby ktoś to zauważył. A ja mu się zwierzałem... Jak ostatni kretyn mówiłem mu o tym, co mnie denerwuje w Angelinie. Wspominałem o jej zmianach, o tym, że woli przerwę obiadową spędzić w pracy, niż ze mną, że za pół swojej wypłaty kupiła sobie ekskluzywne perfumy, o co się pokłóciliśmy. Po prostu wiedział wszystko, nawet jeśli chodzi o nasze sprawy łóżkowe, więc kiedy Angelina powiedziała, że w jej liście jest Weasley, ale George to chciało mi się nawet śmiać i kiedy zobaczyłem, że naprawdę nie jestem dopasowany do Angeliny tylko do ciebie, to nie mogłem w to wszystko uwierzyć, ale zauważyłem, że Geroge i Angelina przy stole zachowują się jakoś dziwnie. Wybacz, że zgrabnie pominę fakt mojego zdziwienia, że jesteśmy dopasowani i przejdę do dalszej historii mojego pokręconego życia.
- Jasne, w końcu mamy tydzień na to, by ustalić, dlaczego jesteśmy dopasowani. - Gryfonka uśmiechnęła się do Freda i starała się tym dodać mu odwagi.
- Kiedy teleportowaliśmy się na Pokątną, Angelina cały czas płakała, a George wyglądał jak sparaliżowany. Ja nie wiedziałem sam, co mam czuć, dlatego zapytałem, czy mogą mi to jakoś wyjaśnić i uwierz mi, że nigdy nie przypuszczałbym, co wtedy usłyszę... George od razu wtedy palnął, że zakochał się w Angelinie i, że się całowali. Zaczął mnie przepraszać, że robili to wszystko za moimi plecami, ale ich uczucie było silniejsze. Angelina mnie przepraszała za wszystko, co mi zrobiła. Mówiła, że już dawno czuła, że coś jest z nami nie tak, ale nie znalazła dobrego momentu, by o tym pogadać, a kiedy pocałowała George czuła się tak źle, że chciała mi to zrekompensować i stąd jej powrót uwagi i miłości. Najgorzej czułem się z tym, że nic nie zauważyłem, a przecież miałem ku temu powody. Na przykład kiedyś w nocy obudziłem się i chciałem się napić wody, ale wtedy zobaczyłem, że Angeliny nie ma w łóżku. Pomyślałem, że nie może spać i wtedy zawsze pije ciepło mleko, więc postanowiłem, że dołączę do niej i zdziwiłem się, że siedzi na kanapie z Georgem i popija piwo kremowe o trzeciej w nocy. Mówili coś, że nie mogli spać, ale wtedy to nie było ważne dla mnie, bo nie myślałem o nich w ten sposób. Ostatnio rzucali sobie jakieś ukradkowe spojrzenia, może wysyłali jakieś gesty, ale ich nie dostrzegłem, dlatego jestem wściekły na siebie.
- Nie zadręczaj się tym. Przecież to nie jest twoja wina.
- Ale może wtedy nie przeżyłbym takiego szoku... I co ja mam teraz im powiedzieć? Bo na pewno dzisiaj będą chcieli jakiegoś mojego przyzwolenia.
- A ty jesteś gotowy pogodzić się z myślą, że oni będą razem?
- Oczywiście, że nie!
- Ale Angeliny nie kochasz?
- Nie, ale co to zmienia?
- To zmienia wszystko Fred! Wiem, że dla ciebie to jest nie wyobrażalne, żeby twój brat mógłby być z twoją byłą dziewczyną, ale pomyśl o tym, że w tym pokoju będą tydzień. W tym czasie mogą się już pokłócić. Nie wiesz, czy na pewno będą razem, ale skoro mają tam trafić, to może lepiej, żeby nie czuli tego poczucia winy, które będą dźwigać. Przecież nie chcesz zabierać im szczęścia, a oni nie proszą cię o błogosławieństwo do ślubu tylko o to, by mogli spróbować nawiązać jakąś relację. Wiem, że boisz się do czego tam może dojść, ale na to nie masz nawet najmniejszego wpływu i choćbyś im tego zabronił, oni zrobią co chcą. Może to brzmi zbyt brutalnie, ale wydaję mi się, że oni też zasługują na szczęście, pomimo wszystkiego, co zrobili. I uwierz mi, że nie mówię tego wszystkiego, żebyś zapomniał o Angelinie, bo ja zostałam ci przydzielona. Po prostu myślę, że taka zawiść zniszczy tylko ciebie...
- Rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć Hermiono i jestem pewien, że gdybyś ty była na moim miejscu, to na pewno byś tak zrobiła, postąpiłabyś tak szlachetnie, ale czy myślisz, że ja mam tak samo dobre serce, by iść tam do nich i powiedzieć: spróbujcie, bądźcie szczęśliwi?! Osobno to są dla mnie bardzo ważne osoby, ale oni razem? Mam się tym katować?! Ja się czuję zdradzony! Zawsze wydawało mi się, że oni się nie lubią, nie przepadają za sobą, ale tak było na początku. Potem skrycie zakochali się w sobie! Za moimi plecami... - Hermiona zbliżyła się do Freda i objęła go ramieniem. Długo milczeli, aż Fred ponownie odezwał się. - Masz rację... Nie chcę, żeby źle się czuli przez cały ten tydzień z mojego powodu. Nie jestem gotowy, by oglądać ich razem szczęśliwych, ale skoro będą tam gdzieś zamknięci... To może niech spróbują?
- To jest bardzo świadoma decyzja Fred. Jestem z ciebie dumna. - Spojrzała na niego z uśmiechem, a on odwzajemnił ten uśmiech.
- Skoro dzisiaj mam odbyć jeszcze jedną rozmowę, powinniśmy wracać.
- Masz rację. - Fred wstał i podał rękę Hermionie, by pomóc jej. Wkrótce zaczęli iść w kierunku Nory w ciszy. Weasley już nie myślał o Angelinie i Georgu, ale o Gryfonce, która szła obok niego. Był szczęśliwy, że właśnie do niej zwrócił się o pomoc i podziwiał ją za otwartość umysłu i umiejętność słuchania. Był wdzięczny jej za to.
W końcu dotarli do Nory, gdzie w salonie została już tylko pani Molly, George i Angelina. Młodzi Gryfoni byli bardzo spięci i widok przybyłych osób ucieszył ich.
- Gdzie wy byliście tak długo? - Pani Weasley robiła im wyrzuty. - Reszta już jest u siebie. Hermiono, idź też na górę i jeszcze raz sprawdź, czy wszystko spakowałaś. Jutro czeka cię wielki dzień. - Pani Molly starała się uśmiechnąć, ale czuć było, że chce pozbyć się Granger, by porozmawiać z bliźniakami i Johnson. Hermiona nie chciała im przeszkadzać, dlatego uśmiechnęła się do Freda i ścisnęła jego rękę, by dodać mu otuchy. Powiedziała "cześć" i pobiegła na górę.
Na dole Fred nie chciał rozmawiać ze swoją mamą. Wolał rozwiązać ten problem osobiście. Po rozmowie z Gryfonką był już do tego gotowy.
- Mamo! Wiem, co próbujesz zrobić, ale nic z tego. Wszyscy idziemy na Pokątną. Musimy sobie pogadać. - George i Angelina wyglądali na zestresowanych. Nie wiedzieli, czego powinni spodziewać się po Fredzie i bali się, że całkowicie potępi ich związek.