wtorek, 1 czerwca 2021

"Czy on ją kocha?"

 Hermiona przez najbliższy czas odpoczywała w samotności. Fred tylko czasami pojawiał się w Norze i jego wizyty były krótkie. Wyglądał wprost tragicznie. Jego włosy były w nieładzie, ciuchy miały plamy, a od niego unosił się zapach alkoholu. Pani Molly starała się jakoś mu pomóc, ale nie chciał z nią rozmawiać na temat Angeliny i George. Zdawało się, że wzorkiem szuka Hermiony, ale dziewczyna na czas jego pobytu ukrywała się. Gryfonka miała poczucie, że źle potraktowała Freda. Była dla niego zbyt surowa, ale jednocześnie czuła się odrzucana przez niego. Z powodu natłoku emocji postanowiła nie wchodzić mu w drogę i czekać.

Dni mijały i zbliżał się termin, w którym młodzi musieli stawić się w Ministerstwie i spędzić tydzień z dopasowaną osobą. Pani Molly postanowiła urządzić dla wszystkich z tego powodu popołudniowy obiad pożegnalny i Hermiona wiedziała, że wtedy nie będzie mogła uniknąć Freda.

Około szesnastej wszyscy już byli przy stole. Na ustach Ginny gościł lekki uśmiech. W końcu będzie mogła spędzić czas z Blaisem i nie będzie czuła, że robi coś złego. Ron był wprost przeszczęśliwy, bo Alicja była dziewczyną, która niezmiernie mu się podobała, więc liczył, że między nimi coś zaiskrzy. Nawet Harry zdawał się być radosny, a to już nie lada wyczyn. Widział się z Luną kilka razy przez ten czas i zawsze po takim spotkaniu wydawał się być spokojniejszy. Hermiona zaś była raczej spięta, bo nie do końca wiedziała jak powinna postąpić. Fred przybity, George i Angelina smutni. Pani Molly chętnie dowiedziałaby się więcej na temat ich całowania, ale patrząc na Freda, wiedziała, że tym samym otworzyłaby ranę, która jest jeszcze bardzo świeża, dlatego taktownie unikała tego tematu, ale była wroga wobec drugiego bliźniaka i Johnson. Nie chciała jej zapraszać na obiad, ale jej mąż uznał, że wypada, bo przecież Angelina była dla nich prawie jak rodzina. Znali ją tak dobrze, była na każdej uroczystości. Poza tym nie wiedzieli jej od tego dnia, gdy wszyscy usłyszeli o jej zdradzie. Może sama będzie chciała to wyjaśnić. Słysząc, że Angelina może opowiedzieć jak do tego doszło, pani Molly natychmiast zgodziła się ją zaprosić. Tak jednak nie było. Cała trójka siedziała jak zaklęta i czuć było napięta atmosferę, którą ratowali Harry, Ron i Ginny. Wybraniec i jego była dziewczyna poważnie porozmawiali na temat ich związku i doszli do wniosku, że nie byli sobie pisani. Postanowili, że będą przyjaciółmi.

Gdy wszyscy zjedli już obiad, przenieśli się do salonu, by napić się czegoś mocniejszego i czekać na deser. Hermiona nie czuła się komfortowo, dlatego chciała opuścić towarzystwo, ale Fred nie pozwolił jej na to. Złapał ją za rękę i powiedział:

- Chciałbym z Tobą porozmawiać... Proszę Cię, wyjdźmy razem na spacer. - Dziewczyna pełna obaw spełniła prośbę Freda. Szli wolno oddalając się od Nory i początkowo nic nie mówiąc. Dopiero po chwili odezwał się chłopak.

- Już od dawna chcę z Tobą porozmawiać.

- Ja z Tobą też Fred. Muszę ci coś powiedzieć.

- W takim razie słucham. O co chodzi Hermiono? - Gryfonka milczała, bo nie wiedziała jak może rozpocząć ten temat, ale po prostu musiała wyznać Fredowi, że jest jej wstyd.
- Chcę cię przeprosić Fred za naszą ostatnią rozmowę. - Chłopak stanął w pół kroku jakby oberwał zaklęciem Petrificus Totalus. - Za bardzo na ciebie naskoczyłam i masz prawo być na mnie zły. Mam nadzieję, że jakoś wybaczysz mi to.

- Co mam ci wybaczać Hermiono?! To ja jestem ci winien przeprosiny za to, że nie poświęciłem ci należytej uwagi. Długo o tym myślałem i zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście możesz być przerażona. Ja, Angelina, George... Ty też chcesz po prostu być szczęśliwą. Moje zachowanie było niegrzeczne.

- To prawda, że chcę być tylko szczęśliwa, ale wiedziałam przez co przechodzisz i nie pomogłam ci. Wcale nie chciałam słuchać o Angelinie, raczej o tym jak to stało, że ty i ja jesteśmy dopasowani.

- Teraz już to wiem. Wtedy wydawało mi się, że będę jakąś maskotką, że chcesz tylko gadać o tym, co się stało...

- Spokojnie Fred... Nie możemy się wiecznie na siebie obrażać, skoro jutro nas zamkną na 7 dni w jednym pokoju. - Dziewczyna sztucznie się uśmiechnęła, ale zauważyła, że chłopaka coś trapi i, że coś jest nie tak.

- Wiesz... Chciałabym  z tobą porozmawiać. Może to trochę dziwne, bo w sumie nie jesteśmy tak zżyci ze sobą, ale czuję, że jesteś jedyną osobą, z którą mogę tak otwarcie pogadać i nie będziesz mnie oceniać. Poza tym, nie jesteś ciekawska i przyjmiesz to wszystko obiektywnie, a może nawet będziesz w stanie mi pomóc. - Hermiona nie wiedziała, co powinna na to odpowiedzieć. Trochę się spięła, bo nie wiedziała o co może chodzić. - Jesteśmy w końcu tak dopasowani do siebie... 

- Jasne. Mów. Postaram ci się pomóc najlepiej jak potrafię. - Zapewniła.

- Okej... Więc chciałabym z tobą pogadać o Angelinie i Georgu. - Para już znacząco oddaliła się od Nory i była przy jeziorze. Po mimo chłodnego, wrześniowego wieczoru usiedli niedaleko wody, pod starem drzewem. - Przez ten cały czas chcieli ze mną porozmawiać, ale ja nie odzywałem się do nich. Wiem, że kiedy wrócimy na Pokątną nie odpuszczą mi, bo jutro wszystko się zacznie... Tylko z tobą mogę o tym szczerze porozmawiać i chyba po raz pierwszy nie mogę iść z problem do George... Chodzi mi o to, że nie wiem, co powinien im powiedzieć, kiedy wieczorem zapytają się czy jestem zły? Może poproszą, żebym dał im szansę? Ja... Po prostu nie wiem co mam zrobić! - Fred wstał i zaczął chodzić bliżej wody, a Hermiona po chwili wstała i złapała go za ramię. 

- Nie musisz robić nic wbrew sobie. Wiem, że Angelina jest dla ciebie bardzo ważna. Jeśli czujesz, że kochasz ją, to może zawalcz o nią. Ja wiem, że to jest dziwna sytuacja, że to przecież jest George, ale musisz to zrobić, jeśli chcesz być szczęśliwy. Nie przejmuj się nikim i niczym. Walcz o nią! - Fred uśmiechnął się do niej smutno.

- Jesteś niesamowita Mionko, wiesz? - Dziewczyna powiedziała to, co miała w sercu, choć wiedziała, że to oznacza, iż Fred nie będzie z nią. Mimo to, nie mogła pozwolić, by chłopak był nieszczęśliwy. - Nie mogę uwierzyć, że to powiedziałaś, ale ty po prostu nie wiesz wieluuu rzeczy...

- Czego nie wiem Fred? - Spojrzała na niego marszcząc brwi. 

- Ehh... Przygotuj się na długą opowieść, bo wiele ci muszę wytłumaczyć. - Dziewczyna zerknęła na niego niepewnie i z powrotem usiadła pod drzewem mocniej utulając się swoim szalikiem. - Jak zapewne wiesz na pierwszą randkę z Angeliną poszedłem na Bal Bożonarodzeniowy, kiedy byliśmy na szóstym roku. Od dawna ona podobała mi się, ale wiesz jaki byłem. Durny. Robiłem sobie z niej głupie żarty na zajęciach, na treningach, w pokoju wspólnym. Bałem się, że nie zgodzi się iść ze mną, ale kiedy to już zrobiła, to byłem taki szczęśliwy i chciałem, żeby ona też była ze mnie zadowolona, więc nie wygłupiałem się i nawet pocałowałem ją na balu i tak to wszystko się zaczęło... Powoli zakochiwałem się w niej. Była piękna, mądra, odważna... Widziałem tylko jej zalety. To było po prostu cudowne. Wspólne spacery, randki o północy i pierwsze nasze pocałunki. Wszystko układało się idealnie. W czasie wakacji nie mogliśmy się spotkać, ale wysyłaliśmy listy do siebie i kiedy wróciliśmy do Hogwartu wszystko było, jak przed wakacjami. Bałem się, że jej uczucia mogły się jakoś zmienić, że może nie jest już mną zainteresowana, ale wcale tak nie było. Znów zaczęliśmy chodzić na randki. Wiem, że wiele osób trzymała za nas kciuki, a ja się czułem jakbym był w bajce. Przed przerwą świąteczną postanowiłem zdobyć się na uwagę i zebrałem ją na romantyczną kolacją na błoniach i wyznałem jej, że ją kocham, a ona odpowiedziała, że też mnie kocha. To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Naprawdę się kochaliśmy i wszystko układała się między nami wspaniale. Czasem się kłóciliśmy, ale zwykle o bzdety. Wierzyłem, że mógłbym spędzić z nią całe życie. - Hermiona patrzyła na Freda i starała się powstrzymać łzy. Było w niej wiele emocji. Z jednej strony była szczęśliwa, że chłopak chciał jej się zwierzyć, z drugiej to była romantyczna historia. Doskonale pamiętała Angelę i Freda z Hogwartu. Wszyscy widzieli, że są w sobie zakochani i kibicowali im. Pasowali do siebie idealnie. Czy jest tam miejsce dla niej?- Potem, jak wiesz, postanowiliśmy z Georgiem, że opuścimy Hogwart. Na początku nie mówiłem jej tego wprost. Dopiero później dawałem jej sygnały, które zresztą bezbłędnie odczytała. Była ze mnie dumna, że postawiłem się i nie miała nic przeciwko, że nie zdawałem egzaminów. Wkrótce ona też opuściła szkoła i zaczęła szukać pracy. Udało się jej dostać posadę w Ministerstwie Magii w Departamencie Przestrzegania Prawa. Obydwoje byliśmy szczęśliwi i dumni z siebie, ale też strasznie zapracowani. Rzadko się widzieliśmy, a ja martwiłem się o nią, dlatego zapytałem George czy Angelina może z nami zamieszkać, a on nie miał nic przeciwko i powoli zaczęła się wprowadzać. Co prawda miała jeszcze swoje rzeczy w rodzinnym domu, ale rzadko tam bywała. I powiem ci, że to chyba był błąd w naszym życiu, bo coś się zaczęło psuć. Angelina początkowo przekazywała informacje z Ministerstwa do Zakonu Feniksa, ale z czasem stwierdziła, że to blokuje jej karierę i życie i nie chce tego dłużej robić, a ja starałem się to zrozumieć. Potem zmieniła swoją fryzurę, styl ubierania się i nie zrozum mnie źle, bo nadal była piękna, ale chyba już nie moja. Tym bardziej, że prawie każdy weekend chciała spędzać ze znajomymi  i czerpać z życia jak najwięcej, a ja jakbym jej nie wystarczał. Zaczęliśmy się wtedy kłócić. O to, że za późno wraca, za dużo czasu spędza w pracy lub ze znajomymi, że usunęła mnie na bok. Mogę ci nawet wyznać, że już nie uprawialiśmy seksu. Wszystko jakby zamarzło, ale nadal była dla mnie ważna, a czasy były niepewne i wkrótce już wszyscy wiedzieli, że zaczęła się wojna. Byłbym głupcem, gdybym zostawił swoją dziewczyną w takim czasie, więc tego nie zrobiłem, ale nie czułem się szczęśliwy i ona chyba też nie. Bardziej byliśmy ze sobą z przyzwyczajenia. Każdy z nas już wydoroślał i miał inne plany na życie, a ja czułem jakby to była moja wina, bo przygniotłem ją swoimi uczuciami i poważnymi zamiarami. Myślałem, że kiedy to wszystko się skończy, to usiądziemy i spokojnie pogadamy. Wtedy byśmy wyznali sobie, że między nic już nie ma i nasza miłość się wypaliła. Byłem pewien, że to wkrótce nastąpi, aż tu nagle chwilę przed decydującą bitwą ona zaczyna zachowywać się jak dawniej. Spędza ze mną dużo czasu, wspomina Hogwart, uśmiecha się, aż w końcu nawet chce iść ze mną do łóżka. Nie rozumiałem tej zmiany zachowania i chyba nie byłem z tego zadowolony. Już myślałem, że to koniec, a tu coś takiego. I co miałem zrobić? Pomyślałem, że może warto dać nam szansę, jeśli ona tego naprawdę chce. W końcu czułem do niej miłość. Na początku było świetnie, ale potem poczułem, że to jakaś dziwna gra i nigdy już nie będzie tak, jak kiedyś było. Nadal jednak nie mogłem podjąć ostatecznej decyzji, bo widziałem jej ciepłe uczucia wobec mnie. Kiedy już myślałem , że naprawdę ją zostawię, wtedy dowiedziałam się o tych badaniach i dopasowanych osobach i po raz kolejny zadałem sobie pytanie, jak mogę ją teraz zostawić, jeśli będziemy sobie przeznaczeni? Nic z tym nie robiłem, a ona była taka pewna naszej miłości, dlatego ja i byłem przekonany, że mnie kocha. Co potem się wydarzyło? To już chyba wiesz... Było mi jakoś...dziwnie, ale szczerze myślałem, że to będzie totalna porażka, bo muszę wyznać, że George jakoś nigdy nie żywił większej sympatii do Angeliny, a tak przynajmniej mi się zdawało. Zgodził się, żeby zamieszkała z nami, ale nie chciał z nami spędzać czasu, nie rozmawiał z nią za wiele, może nawet unikał i teraz już wiem, że był po prostu w niej zakochany, dlatego to robił. Nie chciał, żeby ktoś to zauważył. A ja mu się zwierzałem...  Jak ostatni kretyn mówiłem mu o tym, co mnie denerwuje w Angelinie. Wspominałem o jej zmianach, o tym, że woli przerwę obiadową spędzić w pracy, niż ze mną, że za pół swojej wypłaty kupiła sobie ekskluzywne perfumy, o co się pokłóciliśmy. Po prostu wiedział wszystko, nawet jeśli chodzi o nasze sprawy łóżkowe, więc kiedy Angelina powiedziała, że w jej liście jest Weasley, ale George to chciało mi się nawet śmiać i kiedy zobaczyłem, że naprawdę nie jestem dopasowany do Angeliny tylko do ciebie, to nie mogłem w to wszystko uwierzyć, ale zauważyłem, że Geroge i Angelina przy stole zachowują się jakoś dziwnie. Wybacz, że zgrabnie pominę fakt mojego zdziwienia, że jesteśmy dopasowani i przejdę do dalszej historii mojego pokręconego życia.

- Jasne, w końcu mamy tydzień na to, by ustalić, dlaczego jesteśmy dopasowani. - Gryfonka uśmiechnęła się do Freda i starała się tym dodać mu odwagi.

- Kiedy teleportowaliśmy się na Pokątną, Angelina cały czas płakała, a George wyglądał jak sparaliżowany. Ja nie wiedziałem sam, co mam czuć, dlatego zapytałem, czy mogą mi to jakoś wyjaśnić i uwierz mi, że nigdy nie przypuszczałbym, co wtedy usłyszę... George od razu wtedy palnął, że zakochał się w Angelinie i, że się całowali. Zaczął mnie przepraszać, że robili to wszystko za moimi plecami, ale ich uczucie było silniejsze. Angelina mnie przepraszała za wszystko, co mi zrobiła. Mówiła, że już dawno czuła, że coś jest z nami nie tak, ale nie znalazła dobrego momentu, by o tym pogadać, a kiedy pocałowała George czuła się tak źle, że chciała mi to zrekompensować i stąd jej powrót uwagi i miłości. Najgorzej czułem się z tym, że nic nie zauważyłem, a przecież miałem ku temu powody. Na przykład kiedyś w nocy obudziłem się i chciałem się napić wody, ale wtedy zobaczyłem, że Angeliny nie ma w łóżku. Pomyślałem, że nie może spać i wtedy zawsze pije ciepło mleko, więc postanowiłem, że dołączę do niej i zdziwiłem się, że siedzi na kanapie z Georgem i popija piwo kremowe o trzeciej w nocy. Mówili coś, że nie mogli spać, ale wtedy to nie było ważne dla mnie, bo nie myślałem o nich w ten sposób. Ostatnio rzucali sobie jakieś ukradkowe spojrzenia, może wysyłali jakieś gesty, ale ich nie dostrzegłem, dlatego jestem wściekły na siebie.

- Nie zadręczaj się tym. Przecież to nie jest twoja wina.

- Ale może wtedy nie przeżyłbym takiego szoku... I co ja mam teraz im powiedzieć? Bo na pewno dzisiaj będą chcieli jakiegoś mojego przyzwolenia.

- A ty jesteś gotowy pogodzić się z myślą, że oni będą razem?

- Oczywiście, że nie!

- Ale Angeliny nie kochasz?

- Nie, ale co to zmienia?

- To zmienia wszystko Fred! Wiem, że dla ciebie to jest nie wyobrażalne, żeby twój brat mógłby być z twoją byłą dziewczyną, ale pomyśl o tym, że w tym pokoju będą tydzień. W tym czasie mogą się już pokłócić. Nie wiesz, czy na pewno będą razem, ale skoro mają tam trafić, to może lepiej, żeby nie czuli tego poczucia winy, które będą dźwigać. Przecież nie chcesz zabierać im szczęścia, a oni nie proszą cię o błogosławieństwo do ślubu tylko o to, by mogli spróbować nawiązać jakąś relację. Wiem, że boisz się do czego tam może dojść, ale na to nie masz nawet najmniejszego wpływu i choćbyś im tego zabronił, oni zrobią co chcą. Może to brzmi zbyt brutalnie, ale wydaję mi się, że oni też zasługują na szczęście, pomimo wszystkiego, co zrobili. I uwierz mi, że nie mówię tego wszystkiego, żebyś zapomniał o Angelinie, bo ja zostałam ci przydzielona. Po prostu myślę, że taka zawiść zniszczy tylko ciebie... 

- Rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć Hermiono i jestem pewien, że gdybyś ty była na moim miejscu, to na pewno byś tak zrobiła, postąpiłabyś tak szlachetnie, ale czy myślisz, że ja mam tak samo dobre serce, by iść tam do nich i powiedzieć: spróbujcie, bądźcie szczęśliwi?! Osobno to są dla mnie bardzo ważne osoby, ale oni razem? Mam się tym katować?! Ja się czuję zdradzony! Zawsze wydawało mi się, że oni się nie lubią, nie przepadają za sobą, ale tak było na początku. Potem skrycie zakochali się w sobie! Za moimi plecami... - Hermiona zbliżyła się do Freda i objęła go ramieniem. Długo milczeli, aż Fred ponownie odezwał się. - Masz rację... Nie chcę, żeby źle się czuli przez cały ten tydzień z mojego powodu. Nie jestem gotowy, by oglądać ich razem szczęśliwych, ale skoro będą tam gdzieś zamknięci... To może niech spróbują?

- To jest bardzo świadoma decyzja Fred. Jestem z ciebie dumna. - Spojrzała na niego z uśmiechem, a on odwzajemnił ten uśmiech. 

- Skoro dzisiaj mam odbyć jeszcze jedną rozmowę, powinniśmy wracać. 

- Masz rację. - Fred wstał i podał rękę Hermionie, by pomóc jej. Wkrótce zaczęli iść w kierunku Nory w ciszy. Weasley już nie myślał o Angelinie i Georgu, ale o Gryfonce, która szła obok niego. Był szczęśliwy, że właśnie do niej zwrócił się o pomoc i podziwiał ją za otwartość umysłu i umiejętność słuchania. Był wdzięczny jej za to. 

W końcu dotarli do Nory, gdzie w salonie została już tylko pani Molly, George i Angelina. Młodzi Gryfoni byli bardzo spięci i widok przybyłych osób ucieszył ich. 

- Gdzie wy byliście tak długo? - Pani Weasley robiła im wyrzuty. - Reszta już jest u siebie. Hermiono, idź też na górę i jeszcze raz sprawdź, czy wszystko spakowałaś. Jutro czeka cię wielki dzień. - Pani Molly starała się uśmiechnąć, ale czuć było, że chce pozbyć się Granger, by porozmawiać z bliźniakami i Johnson. Hermiona nie chciała im przeszkadzać, dlatego uśmiechnęła się do Freda i ścisnęła jego rękę, by dodać mu otuchy. Powiedziała "cześć" i pobiegła na górę. 

Na dole Fred nie chciał rozmawiać ze swoją mamą. Wolał rozwiązać ten problem osobiście. Po rozmowie z Gryfonką był już do tego gotowy.

- Mamo! Wiem, co próbujesz zrobić, ale nic z tego. Wszyscy idziemy na Pokątną. Musimy sobie pogadać. - George i Angelina wyglądali na zestresowanych. Nie wiedzieli, czego powinni spodziewać się po Fredzie i bali się, że całkowicie potępi ich związek.

niedziela, 4 października 2020

"Wyjaśnienia."

      Gdy wszyscy już dowiedzieli się o swoich dopasowanych osobach, poszli poszukać spokojnego miejsca dla siebie, by móc to wszystko przemyśleć. Harry zaszył się w ogrodzie, Ron i Ginny w swoich pokojach, a Angelina, Fred i George teleportowali się na Pokątną, by otworzyć sklep. Hermiona zeszła do salonu. Pani Molly nie mogła dojść do siebie i cicho płakała w kuchni. 

    Granger rozmyślała w fotelu o swojej przyszłości. Nie była ona zachwycająca. Bała się, że będzie z Harrym czy Ronem, ale prawda była chyba jeszcze bardziej przerażająca. Wplątała się w jakiś chory układ i to bez swojej zgody. Angelina bardzo kochała Freda, o czym przypominała wszystkim przez ostatnie miesiące. Fred nie był aż tak rozemocjnowany, ale na pewno zależało mu na Johnson. Przecież byli ze sobą już tak długo... Nie ma nawet najmniejszej szansy, żeby była z Fredem. On chce być z Angeliną i ma dziesięć lat, żeby wziąć z nią ślub. Zresztą Fred i Hermiona? To nie brzmi dobrze. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że są sobie dopasowani i to w 100%? To było po prostu dziwne. To brat jej przyjaciela. Jest zabawny, odważny i nawet przystojny, ale też irytujący, dziecięcy i w nosie ma zasady. Granger zadawała sobie pytanie czy w ogóle go lubi? Wiele rzeczy przemawiało na jego niekorzyść. Uciekł z Hogwartu, często i specjalnie doprowadzał ją do szału. Nie szanował prawa i robił sobie żarty ze wszystkich i ze wszystkiego. Jednak nie można zaprzeczyć, że był bardzo rodzinny i potrafił być przyjacielski. W dodatku był Gryfonem, a do czegoś zobowiązuje. Okej, mogła stwierdzić, że go lubi. Mogła naciągnąć nawet i zaliczyć go do grona przyjaciół, ale nigdy nie znalazłby się w grupie potencjalnych chłopaków. 

Hermiona od początku wierzyła, że kiedy dowie się kim jest ten wybranek będzie spokojna, ale bardzo się myliła. Wybór Freda zmienił wszystko i wprowadził wiele problemów. Po pierwsze nic do niego nie czuła, po drugie był szczęśliwy i zakochany w Angelinie, a po trzecie George został dopasowany do Johnson. To była mieszanka, która musiała się skończyć totalną eksplozją. 

    Granger poszła na długi spacer i choć zmarzła, nie miała ochoty wracać, ale wiedziała, że nie może się ukrywać w nieskończoność. Wróciła do Nory akurat na kolację. Pomogła przy rozkładaniu talerzy. Pojawił się Fred, George i Angelina. Dziewczyna była cała zapłakana a i George miał podkrążone oczy. Fred natomiast wyglądałby jakby chciał zrobić komuś krzywdę. 

Oto mój przyszły mąż. Mój słodki misiaczek, mój cukiereczek. Pomyślała ironicznie Hermiona, choć coraz brutalnie docierało do niej, że jej wybranek ma już swoją miłość i zostanie sama. 

    Gdy już wszyscy siedzieli pani Molly powiedziała, niby mimochodem. 

- Percy napisał, że przydzielili mu Penelopę Clearwater i bardzo jest zadowolony. Charlie wysłał sowę po południu i przydzieli mu Kelly Burke, ale napisali, że jest z nią dopasowany tylko na 65%. - Nikt nie zareagował na te słowa. Każdy myśli był gdzie indziej. Kolacja przebiegła w nadzwyczajnej ciszy. Gdy wszyscy już zjedli, Ginny powiedziała, że pójdzie na krótki spacer przed snem, ale spotkało się to z protestem jej mamy. 

- O nie, nie, nie! Nikt nie ruszy się ze swojego miejsca, dopóki nie dowiem się całej prawdy! Dlaczego dostaliście takie listy?! Dlaczego nie macie osób, które powinniście mieć?! - Chyba nikt z nich nie był tak głupi, by nie wiedzieć, że w końcu padnie to pytanie i te wyrzuty, ale nie mieli ochoty, by teraz o tym rozmawiać. - Ginny... Jak to jest możliwe, że przydzielony ci został Ślizgon? - Pani Molly starała się mówić jak najłagodniejszym głosem, ale czuć było od niej zdenerwowanie, a Ginny wybuchła niekontrolowanym płaczem. Gdy trochę się uspokoiła zaczęła wyjaśniać przez łzy. 

- Ja przepraszam... Was wszystkich, a w szczególności ciebie Harry, bo nie byłam z wami szczera... Wszystko zaczęło się w Hogwarcie. Harry mnie zostawił, ale wiedziałam, że robi to, żeby mnie chronić i nie przestałam go kochać. Cały czas myślałam o nim i martwiłam się kiedy zniknęli. W Hogwarcie sytuacja stawała się coraz gorsza, ale jak wiecie ja, Luna i Neville staraliśmy się działać w ruchu oporu. Raz mnie złapano za to, że podłożyłam Alectcie do zjedzenia żabi skrzek i chciała na mnie rzucić klątwę Cruciatus, ale wtedy ktoś stanął w mojej obronie... To był Blaise. Przyznał się do wszystkiego i powiedział, że to miał być tylko zwykły żart. Dostał jakiś szlaban i zauważyłam, że zaczął coraz częściej mi pomagać. Odwracał uwagę nauczycieli, przyznawał się do rzeczy, których nie zrobił, chronił mnie przed karami. W ogóle nie rozmawialiśmy ze sobą, a jego zachowanie wydawało mi się coraz bardziej podejrzane, ale mówiąc prawdę także pociągające. Miło było czuć, że ma się nad sobą takiego anioła stróża i to w dodatku tak przystojnego... Kiedyś siedziałam w bibliotece i odrabiałam lekcje, nagle usiadł obok mnie i powiedział, że ma nowy pomysł. Moglibyśmy wrzucić do pokoju Alecty pluskwy. Powiedział, że on urządzi hałas w drugim końcu zamku i przytrzyma ich. Miał gotowy plan, który wdrożyliśmy w życie i jakoś tak przystanął do naszej grupy. Po kolejnej udanej akcji, kiedy to niby przez przypadek, Blaise rzucił Petrificus Totalus na Amycusa, uciekliśmy do pustej klasy. Byliśmy cali roześmiani. Wtedy usiadł niebezpiecznie blisko mnie i pocałował, a ja... nie protestowałam. Wręcz podobało mi się to. On nic nie powiedział. Poszedł, a ja postanowiłam, że zerwę z nim kontakt. Nie wchodziłam już w żadne akcje. Było mi wstyd, że to zrobiłam i, że zdradziłam Harry'ego. Starałam się myśleć tylko o nim i oczywiście martwiłam się o niego, ale przez cały czas miałam w głowie tego Ślizgona. Nawet gdy Harry wrócił nie mogłam przestać myśleć o Zabinim, co dodatkowo ułatwiał nastrój Harry'ego... Wiem, że popełniłam błąd i zaczęłam zadawać się z Blaisem, ale czułam... czuję się w nim zakochana... - Wszyscy byli wstrząśnięci ją opowieścią, która wydawała się być wyjętą z filmu. Już chciała zareagować pani Molly, ale pierwszy odezwał się Potter.

- Zdradziłaś mnie?! I to z kimś takim?! Jak śmiałaś?! Jak mogłeś mi o tym nie powiedzieć?! - Po raz kolejny spotykali się ze złością Gryfona. 

- Nie byliśmy wtedy oficjalnie razem. Nie mówiłam ci, bo wiedziałam, że po raz kolejny tak zareagujesz... Na wszystko tak reagujesz... A Blaise to naprawdę świetny chłopak. Dom nie definiuje człowieka i przypominam ci, że o mało sam nie trafiłeś do Slytherinu.

- Tak, ale nigdy bym nie zadawał się z kimś takim i nie zdradziłbym cię! - Wrzasnął. 

- Widzisz?! Widzisz co się z tobą dzieje?! Dlatego przydzielili ci Pomylunę! - W obronie siostry stanął Ron. 

- Nie nazywaj jej tak! - Złość nie mijała w Gryfonie.

- Bo co?! Wszyscy wiedzą, że ma coś nie tak z głową! Dlaczego ci ją przydzielili? Masz coś z nią wspólnego? - Ron nie ustępował. 

- Nie.

- A więc stałeś się takim samym szaleńcem jak ona! - Te słowa przelały czarę goryczy. Potter wstał i wyciągnął różdżkę, ale w porę zareagowała Hermiona, która wyjęła także swoją i natychmiast znalazła się przy Harrym. 

- Nie rób głupstw Harry. Ron po prostu zdenerwował się, bo obraziłeś Ginny. Luna wcale nie jest pomylona. Jest szalona, to fakt, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jest świetną dziewczyną. - Harry usiadł zawstydzony tym nagłym atakiem. 

- Harry, kochany, czy jest coś pomiędzy tobą i Luną? Znasz powód dlaczego was dopasowali? - Zapytała łagodnie pani Molly.

- Nie. Luna to tylko moja przyjaciółka. Czasami rozumiała mnie jak nikt inny, ale nigdy nie spojrzałem na nią, jak na kogoś, kogo miałabym pokochać. Nie jestem głupi i wiedziałem, że Ginny nie chce już być ze mną, ale wstydzi się do tego przyznać, dlatego myślałem, że będę z Hermioną. Nawet z nią o tym rozmawiałem. Chciałem, żeby wyjawiła mi swoje odpowiedzi, ale to było niemożliwe. Zresztą ona też tego nie chciała. Zachowałem się nie fair wobec ciebie Hermiono, przepraszam. - Spojrzał na swoją przyjaciółkę, a potem na Rona i Ginny. - Was też przepraszam, a w szczególności Ginny. Nie powinienem tak złościć się na ciebie. Masz prawo sama decydować o sobie i ja muszę to uszanować. 

- Dziękuję. - Odparła dziewczyna przez łzy. 

- Dobrze. Wiemy, że Ginny potajemnie kocha się w Zabinim, Harry przyjaźni się z Luną, a ty Ron? Dlaczego Alicja? - Spytał pan Weasley, a jego syn momentalnie stał się czerwony jak buraczek. 

- No... Ja chyba się zakochałem w niej... - Wyznał zawstydzony. - Byłem na imprezie w Trzech Miotłach, niedługo po bitwie i była tam wiele osób z Hogwartu. W tym ona. Cały czas tańczyliśmy i piliśmy sporo piwa kremowego a potem zaczęliśmy się całować. Po tym wszystkim nie mogłem przestać myśleć o niej, ale wstydziłem się napisać. Nie wiedziałem czy ona to pamięta i czy w ogóle coś dla niej to znaczyło, dlatego wolałem milczeć... Myślałem... Byłem pewny, że tylko ja coś czuję do niej, a tu nagle taka informacja. Nie będę udawał, że ta perspektywa mi się nie podoba. 

- Jak to jest możliwe, że widywałeś ją codziennie w Hogwarcie i nic, a tu kilka butelek alkoholu i już jest twoja? - Spytał George. 

- No wiesz, ona zawsze mi się podobała. Po prostu jest bardzo ładną dziewczyną, ale nie myślałem, że jest szansa, żebyśmy się umówili, dlatego nie brałem tego na poważnie. - Odparł Ron z wyraźnym zadowoleniem. 

- A ty George? Co masz nam do powiedzenia? - Zapytała pani Weasley. - Ty i Angelina... To jakaś pomyłka? Co to masz znaczyć? - Widać było, że w oczach kobiety szkliły się łzy. Nosiła w sobie wiele emocji, które szukało ujścia. 

Angelina na te słowa zaczęła płakać. Hermiona zwróciła uwagę na to, że Fred siedział od niej dziwnie daleko. Przecież to, że ktoś był dopasowany do kogoś nie przesądzało sprawy. Nadal mogli być razem. Okej, to była dziwna sytuacja, ale można było jakoś się z tego wyplątać. Potrzeba czasu, by wszystko się ułożyło. Jednak i George wydawał się być zdenerwowany i już tak chętnie nie chciał mówić. 

- Co się stało? O co chodzi? - Dociekał pan Artur. 

- Bo to jakby nie była pomyłka. - Wyszeptał George. 

- Jak to nie? - Pani Molly nie kryła swojego zaskoczenia, ale i wszyscy mieszkańcy Nory wyglądali, jakby dostali oszołamiającym zaklęciem. Niestety George nie chciał odpowiedzieć już na to pytanie, a Angelina nie mogła, bo nadal szlochała. Po chwili Fred nie wytrzymał napięcia, wstał i wrzasnął. 

- BO SIĘ KOCHAJĄ! CAŁOWALI SIĘ I ROBILI TO ZA MOIMI PLECAMI! - Po tych słowach wyszedł trzaskając drzwiami. Angelina wstała, by biec za nim, ale George przytrzymał ją za rękę. 

- Ja pójdę. 

- NIE! - Tym razem krzyknęła pani Molly. - Nie będziesz pocieszał go po tym, co mu zrobiłeś. Jak mogłeś?! Jak mogliście to zrobić?! To jest okropne! To jest bezduszne! Zachowaliście się jak potwory bez serca! To twój chłopak! Cały czas zapewniałaś nas Angelino, że kochasz go ponad swoje życie a to były tylko czcze kłamstwa! Potrafiłaś patrzeć mi w oczy i mówić takie rzeczy? A ty George? To jest twój brat bliźniak! To tobie ufał najbardziej i kochał cię. Mogłeś tak łatwo to przekreślić?! Jestem absolutnie zawiedziona waszym zachowaniem! Ja pójdę do Freda i porozmawiam z nim!

- Nie Molly. Ja to zrobię, dobrze? - Nie czekając na odpowiedź pan Artur wstał i wyszedł za synem. W kuchni zapanowała niezręczna cisza przerywana pociąganiem nosa Angeliny. Dopiero po kilku minutach, gdy pani Weasley ochłonęła, znów zabrała głos. 

- Może i ty Hermiono masz nam coś do powiedzenia? Co jest między tobą a Fredem? - Jej głos wydawał się być napastliwy, ale Gryfonka wiedziała, że nie ma nic do ukrycia i była opanowana. 

- Ja i Fred byliśmy tylko dobrymi znajomymi. Między nami nic się nie wydarzyło, dlatego nie wiem.... Ja po prostu nie mam pojęcia, dlaczego nas połączyli. 

- Jutro zrobimy tak. - Rozpoczęła pani Molly. - Damy każdemu z was szansę, by spotkał się z osobą, która została mu przydzielona i mógł z nią porozmawiać. George i Angelina będą na Pokątnej. - Powiedziała z przekąsem. - Fred i Hermiona zostaną tutaj. Harry teleportuje się do Luny, a Ron do Alicji. Tutaj uszykowałam kwiaty z ogródka, żebyście im dali. A ja, tata i Ginny odwiedzimy dwór Blaise'a. Upiekłam placek dla nich. - Nie wszyscy byli zadowoleni z tego pomysłu, ale kobieta przekonywała ich, że tak wypada i wypadną przez to bardzo elegancko. Z resztą rozesłała już sowy, że przybędą po obiedzie, więc nie było odwrotu. 

   Kilka minut później, gdy talerze po kolacji zostały sprzątnięte, wszyscy wrócili do swoich pokoi, a Fred i George do domu na Pokątnej. Angelina wróciła do swojego domu. Nie mogła wydusić z siebie ani jednego słowa. Widać było, że jest jej wstyd. 

    Następnego dnia Hermiona nie mogła skupić się na niczym, ponieważ cały czas myślała o popołudniowym spotkaniu. Pomogła wybrać Ginny strój na odwiedziny u Zabiniego. Zjadła pośpiesznie obiad i sama poszła się przebrać. Chciała założyć swoją ulubioną granatową koszulę w kratę, ale pomyślała, że nie wypada ubrać się tak zwyczajnie. Niby to tylko Fred i to zakochany w innej, ale odkąd dowiedziała się o Angelinie i Georgu jej szanse niewątpliwie wzrosły, dlatego wybrała kwiecistą spódnicę i jasno różowy sweter. Uważała, że wygląda dziewczęco i odpowiednio do okazji. Ładnie, ale bez zbędnego patosu. Włosy postarała się ujarzmić związując w kucyk. 

    Po czternastej Harry i Ron opuścili Norę, a dwadzieścia minut później Ginny wraz z rodzicami. Fred miał być o piętnastej, dlatego Hermiona zeszła na dół i czekała w kuchni. Wstawiła wodę na herbatę i usiadła przy stole, ale Freda nie było ani o piętnastej, ani pół godziny później. Denerwowała się czy nic mu się nie stało. Wyobrażała sobie najgorsze scenariusze, w końcu zawiodła go dwójka najbliższych osób i może chciał sobie zrobić jakąś krzywdę. Zjawił się dopiero po szesnastej. 

- Hej! Dobrze cię widzieć! - Przez ten czas oczekiwania na chłopaka, Gryfonka ułożyła tylko słowa powitania i miała nadzieję, że Fred będzie miał więcej tematów do rozmów.

- Hej. - Odburknął. Miał włosy w nieładzie, a wzrok jakby nieobecny. - Posłuchaj, nie będę kłamał. Nie chciałem wcale tu przychodzić i nie mam ochoty z tobą rozmawiać i opowiadać jak to nie zostałem skrzywdzony. Ojciec wczoraj zmusił mnie, żebym przyrzekł, że przyjdę chociaż na chwilę, więc jestem. Mam ochotę się upić, więc pójdę do Trzech Mioteł lub jeszcze lepiej do Gospody pod Świńskim Łbem, a ty powiesz mojej mamie, że tu byłem i trochę pogadaliśmy, okej? 

- NIE! - Hermiona nie spodziewała się takiego zachowania po chłopaku. Czy on zapomniał, że ona też ma uczucia? 

- Nie? - Nie dowierzał. 

- Nie. - Odpowiedziała stanowczo. - Myślisz, że tylko dla Ciebie jest to trudna sytuacja, a co ja mam powiedzieć? Nie znam swojej przyszłości. Nie wiem, co przyniesie los. Musiałam stawić się na te badania, choć nie chciałam tego robić. Zostałeś mi przydzielony, nie wiem jakim cudem i tak wplątałam się w tę beznadziejną sytuację z Angeliną i Georgem, a ja też chcę po prostu być kochana i doceniona. Czuję, że przez ciebie nie będę, bo kto, by się mną przejmował? Najważniejsze są twoje rozterki! Co tam moje zmartwienia?! Nawet nie wiem, co czujesz do Angeliny. Czy nadal ją kochasz? Przecież możesz wziąć z nią ślub i to ja zostanę na lodzie! Ale dobrze, skoro tak bardzo chcesz to idź! Upij się i zapomnij o mnie, nawet jeśli to JA zostałam ci dopasowana! - W końcu mogła wyrzucić z siebie to wszystko, co ciążyło jej na sercu. Widząc minę Freda czuła, że mogła go trochę za ostro potraktować, ale nie bała się już tego. Musiała wyznać swój strach. Jednak nie chciała już na niego patrzeć. Nie przejmował się nią i jej losem. Nawet nie chciała wiedzieć co wydarzyło się kiedy wrócił na Pokątną i dowiedział się o tej zdradzie. Wolała z nim porozmawiać o czymś przyjemnym. Dowiedzieć się czegoś o nim. Przeanalizować dlaczego zostali dopasowani, ale skoro wolał okazać się takim bucem, to też nie będzie dla niego łagodna. 

Napięcie się odwróciła i poszła na górę. Fred wolał a za nią, by została, ale nie chciała tego. Zamknęła się i opadła na łóżku. Zaczęła płakać. Cały czas obawiała się, że nie zostanie jej nikt przydzielony, a tym czasem chłopak, którego ma jest względem niej bierny... Straciła wszelką nadzieję, że coś między nimi się uda. 

środa, 30 września 2020

"Badanie."

  Gdy powróciła do Nory wszyscy już siedzieli z Johnson w kuchni szykując stół do późnego obiadu. Wiedzieli, że dziewczyny nie mogą nic mówić o badaniu, ale i tak pani Molly podeszła do niej i mocno przytuliła.

- Jak się czujesz? Nie boli cię nic? Czy wszystko w porządku? – Lawina pytań ruszyła w stronę Garnger. Po wielokrotnym zapewnieniu, że czuję się dobrze i nic jej nie jest, Hermiona usiadła przy stole z resztą osób. Angelina opowiadała o tym kogo spotkała i jak wiele osób się pojawiło. Natomiast pan Artur uraczył wszystkich zabawną historią.

- Do Ministerstwa wszedł dziś woźny Hogwartu, Filch, który też chciał wziąć udział w badaniu. Na brodę Merlina! Nie wiem skąd wiedział kiedy się stawić, ale awanturował się i nie chciał wyjść! – Ta opowieść wprawiła Gryfonów w radosny nastrój i wesoło wspominali czasy Hogwartu.

- Taaaa… Wy już to macie za sobą, ale ja jeszcze muszę wrócić na jeden rok. – Narzekała Ginny, ale wszyscy starali się pocieszyć ją, że to będzie wspaniały ostatni rok.

            Wieczorem Harry poprosił Hermionę, by poszła z nim na spacer. Gdy znacząco oddalili się od Nory złapał dziewczynę za ramiona i spojrzał badawczo.

- Pamiętasz coś z tego badania?

- Coś tam pamiętam… Ale wiesz przecież, że nie mogę powiedzieć…

- Ale może udałoby mi się przebić barierę tych zaklęć i poznać twoje odpowiedzi.

- Ale po co?

- Żebym mógł udzielić takich samych i byśmy byli przydzieleni. – NIE! NIE! NIE! TYLKO NIE HARRY! Hermiona nie wiedziała jak wyjść z tak trudnej sytuacji.

- A co z Ginny? – Spytała łamiącym się głosem.

- Ginny nie chce ze mną być. Czuję to. Nie zostawiła mnie, bo w końcu pokonałem Voldemorta i to byłoby strasznie głupie, ale nie chce ze mną przebywać sam na sam. Boi się mojego dotyku. Między nami już nic nie ma, więc zostałaś mi ty.

- Aha… Więc po raz kolejny mam być twoją ostatnią deską ratunku? Nie, dzięki. – Odpowiedziała wzburzona. Nie spodziewała się tego po swoim przyjacielu, choć sama o mało tak nie potraktowała Nevilla…

Szybko wyrwała się Harry’emu, choć bała się, że będzie na nią czekał za jakimś rogiem, by zaatakować i naprawdę dowiedzieć się czegoś o jej badaniu. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło, a Potter następnego dnia wraz z panem Arturem poszedł do Ministerstwa. A dwa dni później badania miała rodzina Weasley.

            Hermiona poświęciła swój wolny czas na czytanie nowych książek. Odwiedziła także swoich rodziców, ale nie mogła się skupić na swojej przyszłości, skoro była ona taka niepewna. Choć wszyscy byli bardzo zdenerwowani to chcieli, żeby sowy przyleciały już z wynikami. Jedynie Angelina była w doskonałym humorze. Kiedy zjawiała się z bliźniakami w Norze, czyli w niedzielę na obiad i czasami w tygodniu na kolację, powtarzała, że jej przeznaczony jest Fred. Zapewniła ich o gorącym uczuciu, które jest między nimi. Wszyscy mieli już tego dość, tylko nie pani Molly, która nosiła w sobie wiele zmartwień. Jeszcze jej dwójka synów – Percy i Charlie mieli zostać przydzieleni. Kobieta stała się tykającą bombą, która może wybuchnąć w każdej sekundzie. Jedynie słowa Angeliny zapewniały jej trochę spokoju.

            Wreszcie, po miesiącu, który wydawał się trwać rok, nadszedł dzień, w którym wszyscy mieli dowiedzieć się, kto zostanie im przydzielony. W Norze był już Fred, Angelina i George, którzy spali tam. Młodzi byli na nogach już przed siódmą. Zjedli skromne śniadanie, ponieważ ich brzuchy nie potrafiły przyjąć więcej pokarmu. Ginny siedziała obok Harry’ego. Dalej był Ron. Naprzeciwko Ginny siedział George, a Fred z Angeliną na brzegu. Po przeciwnej stronie była Hermiona. Pani Molly niespokojnie krzątała się po kuchni.

- Charlie i Percy mają wysłać do mnie natychmiast sowy. – Mówiła jakby do siebie.

Najspokojniejszy wydał się być pan Artur, który z kubkiem w ręku opierał się o meble kuchenne. Po dziewiątej na horyzoncie widać było zbliżająca się plamkę.

- Widzicie? Coś chyba leci… - Zauważył nieśmiało pan Weasley. Wszyscy podbiegli do okna, ale pani Molly nakazała im wrócić na miejsca, by sowa mogło wlecieć. Była ona szara i dumnie wystawiła nóżkę do gospodarza domu, na której miała kilka listów. Artur odwiązał je, a sowa wyleciała. Mężczyzna zaczął je rozdawać.

- Ginny, proszę. Harry… George… o Geroge tutaj dla Ciebie. Ten dla Freda. Ten dla Rona. Angelina, trzymaj i ostatni dla Hermiony. – Każdy z nich miał nareszcie upragniony list, ale nikt nie spieszył się z jego otworzeniem. To, co tam jest, może na zawsze zmienić ich życie. Nie chcieli robić tego tutaj, ale tylko Harry miał odwagę, by wstać. Spotkało się to z protestem pani Molly.

- Harry! Kochanieńki, zostań. Wszyscy otworzycie tutaj te listy. Mam już dość czekania… Ginny ty pierwsza. No, śmiało, przecież wiemy kto to będzie. – Zachęcała swoją córkę, a młoda Weasley skrzywiła się na te słowa. Wcale nie chciała otworzyć listu przy wszystkich, a tym bardziej, żeby tam znalazło się nazwisko Potter. Nie miała jednak ucieczki, więc delikatnie zaczęła rozrywać kopertę. Wyjęła z niej pismo. Jej twarz była blada jak ściana, a ręce jej drżały, gdy czytała. W oczach zaszkliły się łzy i odrzuciła kartkę.

- Co się stało? Co tam jest? Co tam jest napisane?! – Dociekała pani Molly. Ginny znów wzięła list i zaczęła wolno i dość cicho czytać, ale nie przeczytała nazwiska dopasowanej osoby.

 

Szanowna Panna Ginevra Weasley, 
zamieszkała w Norze, urodzona 11 sierpnia 1981 roku, córka Molly i Artura Weasley.

Data badania: 14 sierpnia 1988 rok.

Wynik badania: Dopasowany zostaje Zabini Blaise. 
(Dopasowani w 97,8%.)

Proszę stawić się w Ministerstwie 16 września, by poznać bliżej dopasowaną osobą i zamieszkać z nią przez tydzień. 
Jednocześnie informujemy, że powrót do Hogwartu będzie możliwy 24 września. Państwa kominek zostanie połączony z kominkiem w szkole.

Gratulujemy!

Podpisał Chris Lewis, dyrektor zespołu badawczego.

 

Pani Molly nie mogła już wytrzymać napięcia, dlatego podbiegła i wzięła list od córki. Szukała tego upragnionego nazwiska, ale gdy je dostrzegła ręce jej opadły. Spojrzała na męża i powiedziała.

- Zabini Blaise.

- Nie! To niemożliwe. – Odparł rezolutnie. Sam wziął list, ale także ujrzał to nazwisko. – Jak to… Jak to w ogóle jest możliwe? – Spytał zrozpaczony. – Ślizgon… To jest absurd!

- Skoro nie Harry, to kogo on ma? – Zapytała pełna lęku pani Molly, ale chłopak rozrywał już pośpiesznie swoją kopertę. Teraz wszyscy spodziewali się, że będzie dopasowany do Hermiony, bo przecież inaczej być nie może.

            Harry szukał wzrokiem nazwiska i go znalazł, zastygł.

- I co? Kogo masz? – Zapytał Ron.

- Dopasowany w 98% do Luny Lovegood.

- CO?! – Spytało naraz kilka osób. Ron na twarzy miał wypisane szczere przerażenie i sam zaczął oglądać kopertę jakby miała zaraz wybuchnąć. Nie czekając na pozwolenie zaczął ją otwierać.

- Ron, tylko ty mnie nie zawiedź… - Wyszeptała pani Molly, a syn spojrzał na nią z wyrzutem. Przebiegł wzrokiem po tekście, ale nie dostał szoku. Kąciki jego ust uniosły się.

- Alicja Spinnet. – Odparł uradowany. – Dopasowani w 98,5%. – George, Fred i Angelina spojrzeli na niego, jakby widzieli go pierwszy raz w życiu, a jego rodzicielka chciała sobie wyrwać włosy z głowy.

- Jeśli nie Hermiona, to na Merlina, kogo ona ma?! – Granger już sięgała po swoją kopertę pełna obaw, choć wiedziała, że jej prośby zostały wysłuchane i nie będzie ani z Ronem, ani z Harrym. Jednak uprzedziła ją Angelina.

- Przepraszam , ale ja muszę ją otworzyć. Dłużej tego nie wytrzymam! – Zaczęła szybko rozrywać papier i już miała w ręku list. Chwilę czytała, a potem zastygła w bezruchu.

- No i co? No mów Angelino! Przecież tu mamy pewność! – Głos pani domu wyraźnie drżał, ale Gryfonka nie odpowiadała, dlatego pani Molly sama podeszła i spojrzała.

- Dzięki Merlinie! – Wykrzyknęła z wyraźną ulgą. – Weasley! – Spojrzał na męża spokojniejszym wzrokiem.

- Tak… - Powiedziała Johnson. Spojrzała na Freda, ale nie była radosna, a i on siedział jak na szpilkach. Wyczuwał, że coś jest nie tak. Angelina powoli przeniosła wzrok na drugiego bliźniaka i patrząc mu w oczy odparła. – Weasley, ale Weasley George. – Fred o mało co nie spadł z krzesła, a jego bliźniak siedział jakby coś go ogłuszyło. Pani Molly nie mogła już powstrzymać łez. Pan Artur natychmiast do niej podbiegł i przytulił. George wstał i zachowywał się bardzo nerwowo, jakby chciał zacząć uderzyć głową o ścianę. Fred zakrył twarz dłońmi. Jego dziewczyna zaczęła szlochać.

- To jest niemożliwe! – Pani Molly wybuchła. Zbyt wiele emocji w sobie nosiła. – George natychmiast otwórz swoją kopertę! Zobaczymy kogo masz. Na pewno musiało dojść do jakiejś pomyłki! – George powrócił na swoje miejsce i rozerwał list.

- Napisane jest, że jestem dopasowany do Angeliny w 99%. – Odparł głosem wyprutym z emocji.

- Nie! Pokaż mi to! Sprawdzę, czy na pewno wszystko się zgadza. – Wyrwała list swojemu synowi, ale niestety wszystko z jego danymi się zgadzało. Tak samo było z Angeliną. – Fred, ty otwórz swój! Pomylili się, bo ty i George wszystko macie takie same oprócz imion.

- Dzięki mamo. – Odparł zgryźliwie, ale sięgnął po kopertę. W tym momencie był całkowicie załamanym, ponieważ jego dziewczyna jest dopasowana do jego brata bliźniaka prawie w 100%. To jest absurd… To jest niemożliwe… Czuł uważne spojrzenia wszystkich zgromadzonych w kuchni, ale on miał ochotę tylko uciec stąd i nigdy nie zobaczyć ludzi, którzy tak go zawiedli.

Nie mogąc jednak tego zrobić, otworzył swój piekielny list.

Szanowny Pan Fred Weasley, 
zamieszkały przy ulicy Pokątnej 93, obecnie przebywający w domu rodzinnym – Norze, urodzony 1 kwietnia 1987 roku, syn Molly i Artura Weasley.

Data badania: 14 sierpnia 1988 rok.

To co było dalej przeraziło go. Fred nie przeczytał listu na głos, tylko jakoś tak dziwnie spojrzał na Gryfonkę, która siedziała po przeciwnej stronie. Hermiona natychmiast otworzyła swój list. Przecież to niemożliwe… Nie on! Nie! Oni nigdy… Mieliby być razem? Ale dlaczego się spojrzał?

Granger spojrzała na kartkę i aż zaniemówiła. Wydawało jej się, że jest przygotowana na wszystko. Nie mogła bardziej się mylić.

- Kogo wy macie?! Mówcie natychmiast! – Ponaglała pani Molly.

- Weasley Fred.

- Granger Hermiona. – Powiedzieli w tym samym czasie, a w Norze zapanowała głęboka cisza. Nikt nie mógł w to uwierzyć. Myśleli, że to żart. Pani Weasley wyciągnęła rękę po kolejny list i dodała szeptem. 

- Dopasowani w 100%...

"Dekret."

 To koniec. Już po wszystkim. Lord Voldemort został pokonany w ostatecznym starciu z Harrym Potterem. Świat czarodziejów wypełniła euforia i niesamowite szczęście. Urządzono mnóstwo przyjęć i wypito setki butelek Ognistej Whiskey. Tylko Hermiona Granger nosiła w sobie niepokój, ponieważ wiedziała, że będzie musiała podołać jeszcze jednemu wyzwaniu. Odnaleźć rodziców i przywrócić im pamięć. Udało jej się to po miesięcznej wyprawie. Byli oni w Australii. Kiedy opowiedziała im co się wydarzyło popłakali się i wpadli jej w ramiona. Nareszcie Hermiona była szczęśliwa i mogła wrócić do Nory, by móc zaplanować swoje następne kroki w dorosłym życiu.

            Granger otrzymała zaproszenie od pani Molly, która stała się dla niej drugą matką, by zamieszkała w Norze, dopóki nie będzie jej stać na zakup własnego mieszkania. Gryfonka chętnie skorzystała z tej propozycji. Wraz z Harrym i Ronem otrzymali specjalne listy z Hogwartu. Za specjalne zasługi dla całej społeczności czarodziejów otrzymali tytuł absolwentów i nie musieli już wracać do szkoły.

            Początkowa radość z pozbycia się Czarnego Pana opadła i teraz ludzie opłakiwali zmarłych, a tych było naprawdę sporo. Liczba czarodziejów drastycznie się zmniejszyła i Ministerstwo Magii postanowiło podjąć specjalne kroki, by podtrzymać tę rasę. Pan Artur miał pewne przecieki na ten temat, ale nie chciał na razie niepokoić młodych, którzy niczego nie świadomi starali się poukładać swoje życie od nowa. Dopiero dwa miesiące po zwycięskiej bitwie w Proroku Codziennym ukazało się rozporządzanie Ministra Magii – Kingsleya Shacklebolta.

 

ROZPORZĄDZENIE NR 34/87/1005 MINISTRA MAGII KINGSLEYA SHACKLEBOLTA 
W SPRAWIE UTRZYMANIA LINII CZARODZIEJÓW CZYSTEJ KRWI

 

Podczas bitwy  z Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać zginęło wielu wspaniałych czarodziejów i czarownic. W obawie, że nasza rasa może nie przetrwać Minister Magii postanawia, by czarodzieje wiązali się ze sobą na podstawie badań przeprowadzonych przez Ministerstwo. Oznacza to, że każdy czarodziej i czarownica, którzy ukończyli siedemnasty rok życia, a nie posiadają małżonka są zobowiązani, by stawić się w określonym terminie w Ministerstwie na badania, które pomoże połączyć dwójkę czarodziejów, by mogli wziąć ślub.

Podpisano Minister Magii, 
Kingsley Shacklebolt

Pod tym artykułem była wypowiedź samego ministra.

 

Drogie czarownice i drodzy czarodzieje!

Wiem, że możecie czuć się oburzeni postępowaniem Ministerstwa, ale robimy to dla dobra ogółu, dla naszego całego społeczeństwa. Odpowiadając na jeszcze nie zadane pytania. Badanie będzie przeprowadzone przez wybranych i wyszkolonych w tym celu czarodziejów. Jest to grupa, które będzie działać tylko w tym celu przez wyznaczony czas. Samo badanie jest bezbolesne. Zostaniecie uśpieni i w kontrolowanym śnie będziecie podejmować decyzje, które pokażą nam Waszą osobowość. Za pomocą takiego wglądu w Waszą psychikę jesteśmy w stanie dobrać dla Was odpowiednią osobę, która będzie idealnym partnerem. W najbliższym czasie zostaniecie poinformowani listem, kiedy macie się stawić na nie, a następnie po miesiącu dostaniecie wiadomość kogo Wam przydzielono. Później stawicie się parami w Ministerstwie, by spędzić razem tydzień w przystosowanym do tego mieszkaniu. Tak, byście mogli sprawdzić, że naprawdę pasujecie do siebie.

Chcę uspokoić wszystkich, zapewniając, że nie musicie brać ślubu z tą osobą, jeśli naprawdę nie będziecie chcieli. Macie na to dziesięć lat. Jeśli w tym czasie poznacie kogoś innego i to z tą osobą będziecie chcieli się związać to droga wolna. Jeśli jednak przez ten czas nikogo nie znajdziecie, jesteście zobligowani do ślubu z wyznaczoną osobą.

Mam jeszcze dla Was jedną wiadomość. Bardziej przyjemną. Jeśli zdecydujecie się na ślub w ciągu jednego roku z wyznaczona osobą, Ministerstwo pokryje koszty Waszej ceremonii.

Liczę na zrozumienie z Waszej strony, ponieważ tylko od Was zależy, czy ten projekt się uda. Zapewniam Was, że nikomu nie stanie się krzywda i nikt nie zostanie zmuszony do niczego. Kroki, które zrobiliśmy są dla naszego dobra. Jeszcze raz podkreślam, NIKT NIE ZOSTANIE DO NICZEGO ZMUSZONY.

 

             - On chyba oszalał! -  Pierwszy odezwał się Harry. – Nikt nie zostanie do niczego zmuszony. A to, że musimy stawić się na jakiejś badania?!  A to, że ma tylko dziesięć lat na znalezienie sobie partnera?! To ma być ta wolność wyboru?! Jeszcze przez tydzień mamy mieszkać z tym kimś! Co z tego że zapłacą za nasze śluby?! – Potter nie krył swojej złości. Myślał, że Kingsley będzie lepszym przywódcą. Szczerze cieszył się, że to właśnie on został wybrany na ten urząd, a on tak go zawiódł. Przecież to jest kpina. – Jak oni mogą tak ingerować w nasze życie?! To jest bezczelność!

 - Oj Harry, spójrz na to z jasnej strony... Przecież i tak byś wziął ślub z Ginny... – Sytuacja próbowała załagodzić pani Weasley. Jednak Ginny nie miała za wesołej miny. Chyba ona nie chciała mieć za męża Pottera i trudno było jej się dziwić. To wszystko, co go spotkało okazało się być dla niego okropieństwem, którego nie mógł udźwignąć. Stał się milczący i niemrawy. Szybko wybuchał złością. Nie lubił przebywać w towarzystwie i nikt już nie patrzył na niego jak na bohatera.

            Ron też nie miał wesołej miny. Nie miał żadnej dziewczyny obecnie. Przez chwilę miał się ku Hermionie, ale zrozumiał, że z tego nic nie będzie. Nie potrafił spojrzeć na nią jak na obiekt swoich pożądań. Była jego przyjaciółką, nie kochanką. Choć byli na kilku randkach i Hermiona nawet go pocałowała nic nie czuł. Wręcz nie chciał tych pocałunków, dlatego miał mętlik w głowie. Bo co jeśli przydzielona mu zostanie Hermiona? Jeśli ona go kocha i to tak wpłynie na badania, że będzie musiał z nią być?

            George też wydawał się smutny. Nie miał dziewczyny. Z nikim nie spotykał się na poważnie. Fred też nie był radosny, choć obok niego cieszyła się Angelina, jego dziewczyna.

 - Oj, Fredi! Jakie szczęście! To wspaniała nowina! Zapłacą za nasz ślub! Na pewno przydzielą nas razem! Przecież jesteśmy dla siebie stworzeni. Kochamy się jak mało kto. Tak... Na pewno będziemy razem... Jestem tego pewna. Jesteśmy idealną parą, prawda Fredi? – Fred opamiętał się i spojrzał na nią z uśmiechem. Przecież to jego kochana dziewczyna. Nie ma czym się martwić.

 - Oczywiście kochanie. Na pewno będziemy razem. – I pocałowali się, a w końcu drugiego stołu siedziała przestraszona Hermiona. Ona nie miała nikogo. NIKOGO. Bała się, kto zostanie jej przydzielony. Czuła, że nie pasuje do żadnego chłopaka. Zaczęła swoje obawy przedstawiać innym.

 - Co jeśli przydzielą nam kogoś starszego? Na przykład jakiegoś kawalera, który ma ponad 60 lat? – Ich twarze zbladły, ale głos zabrał pan Artur.

 - Nie mogą tego zrobić... To rozporządzenie ma kilka klauzuli. Na przykład, że nie mogą dobierać w pary rodzeństwa czy rodziny. Nie mogą też dziewczynie wybrać męża, jeśli woli żonę i na odwrót oraz  maksymalna granica wieku wynosi 12 lat. Uważają, że większa sprawia konflikty małżeńskie. – Wszyscy odetchnęli z ulgą, ale i tak w ich głowach siedziały myśli, kogo im wybiorą.

            Za dwa dni do Nory przyfrunęły sowy z Ministerstwa do Gryfonów. W listach, które otrzymali były daty kiedy mają się stawić na badania. Hermiona i Angelina już jutro. Potter za dwa dni, a rodzina rudzielców dopiero za cztery dni.

            Granger nie mogła ukryć swojego zdenerwowania. Bała się co może ją czekać. Choć Prorok Codzienny zapewniał, że to jest wspaniały pomysł ona tak nie czuła. Zaczęła w niej kiełkować obawa, że nikt nie zostanie jej przydzielony. Harry wydawał jej się zbyt oderwany od rzeczywistości. Wszystko co go dotknęło odcisnęło na nim bliznę, która nigdy nie zostanie do końca wyleczona. Ron natomiast wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie chce z nią być. To prawda, że czuła się w nim kiedyś zakochana. Wyobrażała sobie ich razem i cieszyła się, że będzie ze swoim przyjacielem, ale on nie podzielał tego uczucia. Było jej naprawdę przykro, ale pogodziła się z tym. Nie widziała dla siebie odpowiedniego kandydata. Czuła, że do nikogo nie pasuje. Już widziała swój list, w którym nie odnajdzie nazwiska męża i wszyscy będą się śmieli z niej.

            Atmosfera w Norze też nie była przyjemna. Każdy myślał o czekającym badaniu i denerwował się co z tego wyniknie. Tylko Angelina wydawała się być radosna. Cały czas przytulała się i całowała Freda.

- Ja jestem pewna. Nie muszę się martwić. Wiem, że to będzie Fred. Kocham go, a on mnie. Chcemy być razem już na zawsze. – Powtarzała te słowa jak mantrę, a chłopak tylko z uśmiechem przytakiwał. Martwił się tylko o George, który nie miał dziewczyny i był niepewny swojej przyszłości.

- George, a może to będzie ktoś z Hogwartu. Ktoś naprawdę fajny. Może Katie Bell? Albo Alicja Spinnet? To są naprawdę fajne dziewczyny. – Fred starał się go pocieszyć.

- Tak. Wiem… - Odpowiadał markotnie.

 

            Hermiona wraz Angelina wyruszyły do Ministerstwa w ustalonym terminie wraz z panem Weasleym. W atrium było mnóstwo czarownic i czarodziejów, którzy także stawili się na badanie. Johnson zobaczyła swoją przyjaciółkę Katie i pobiegła do niej, a Hermiona rozglądała się po sali szukając kogoś, kto może zostać jej przydzielony i wtedy ujrzała jego…

- Neville! – To chyba oczywiste, że jeśli jakiś mężczyzna miał nie pasować do żadnej kobiety to tylko on. Tak myślała Gryfonka i doszła do wniosku, że to ona zostanie mu przydzielona, bo także do nikogo nie pasuje. Trzymała się tej myśli, jakby ona miała ją uchronić przed staropanieństwem.

- Hermiono, dobrze Cię widzieć. – Przywitał się.

- Ciebie także. – Zapadła niezręczna cisza, ale Hermiona nie chciała marnować czasu z potencjalnym wybrankiem. – Boisz się?

-Tych badań? Nie… Babcia zapewniała mnie, że będą bezbolesne. Cieszy się, że są, bo to oznacza, że nie będę sam. – Babcia… Augusta będzie ciężką przeszkodą, jeśli będziemy razem. – Pomyślała Hermiona.

- Jak myślisz, kogo ci przydzielą? – Neville zarumienił się.

-No wiesz… nie chcę nic zdradzać, ale ostatnio spotykam się z kimś i mam nadzieję, że to ją mi przydzielą. – Mina Hermiony musiała być wyjątkowo głupia, bo Neville szybko dodał.- Myślałaś, że będę sam!

- Nie! – Odpowiedziała zbyt nerwowo. – Oczywiście, że nie. Ja tylko nie spodziewałam się tego, ale gratuluję i powodzenia. – Szybko odeszła, by nie pokazać swojego zaskoczenia, ale także zmartwienia. Tak liczyła na Neville… Choć przecież to, że ktoś ma dziewczynę nie sprawia, że z nią będzie dopasowany, więc tliła się jeszcze szansa.

            Pojawił się stary czarodziej na środku atrium, ubrany w seledynową szatę i przemówił nienaturalnie głośnym głosem.

- Witam wszystkich czarodziejów i czarownice! Cieszę, że przybyliście do Ministerstwa i weźmiecie udział w badaniu, które powtarzam jest bezbolesne. Poszczególne piętra zostały wyłączone z normalnego użycia, byście mogli tam się udać. Nazwiska na litera A i B udają się na piętro drugie. Na literę C, D i E na piętro trzecie. Na literę F, G i H na piętro czwarte. Na literę I oraz J na piętro piąte. Nazwiska na K i L na szóste piętro. Po wykonanym badaniu możecie wrócić do domu. Dziękuję!

            Wszyscy zaczęli przepychać się do wind, a Hermiona rozpoznawała coraz więcej znajomych twarz. Obok szła Hanna Abott pogrążona w rozmowie Justynem Finchem -Fletchleyem. Kątem oka dostrzegła Seamusa Finnigana, który przepychał się obok, o zgrozo, Argusa Filcha. Jeszcze raz przypominając sobie o klauzuli związanej z wiekiem wybranych par poszła dalej i zobaczyła Micheala Cornera, z którym kiedyś chodziła Ginny. Widziała wiele roześmianych twarzy dziewczyn w tym Susan Bones, Lavender Brown czy Cho Chang, ale podświadomie szukała chłopaków, bo jeden z nich mógłby zostać jej mężem. Może będzie nim Lee Jordan albo Gregory Goyle? Jednak tych potencjalnych partnerów mogą być tysiące. Przecież badania będą jeszcze prowadzone. Może to będzie ktoś na O, M lub P. Jak Potter. Ta myśl towarzyszyła jej podczas jazdy windą. W głowie miała trzech mężczyzn, trzech Gryfonów, ale żaden z tych wyborów nie napawał jej szczęściem.

            Trafiła na czwarte piętro i tam do każdego pokoju czekała kolejka osób. Odszukała drzwi, na których wisiała lista z jej nazwiskiem i stanęła w kolejce. Przed nią był rząd dziewcząt, dlatego wyczarowała sobie krzesło. Starała się nie obgryzać swoich paznokci, ale to było silniejsze. Czuła, że wnętrzności się jej skręcają. Dziewczyny, który wychodziły po badaniu nie odzywała się do nikogo tylko natychmiast opuszczały piętro, ale wydawały się być spokojne. Niektóre były tam tylko dziesięć minut, inne pół godziny.

            Hermiona zaczęła się jeszcze bardziej denerwować (o ile to możliwe), kiedy dziewczyna przed nią, która przedstawiła się jako Elene Green, weszła do pokoju. Minęło około kwadransu, który dla Gryfonki trwał pół minuty, gdy wyszła czarownica w krótkich, czarnych włosach i w zielonej szacie.

- Hermiona Granger? – Spytała, a kiedy dziewczyna potwierdziła, zaprosiła ją gestem do pokoju.

Pomieszczenie, które za pewne służyło jako biuro teraz było prawie puste. Przy ścianie stało długie biurko, przy którym siedział młody czarodziej mający około trzydziestu lat i czarownica o lśniących blond włosach, nieco starsza od swojego towarzysza. Zawzięcie coś notowali i nawet nie spojrzeli na Hermionę, gdy weszła.

- Nazywam się Lucy Smith i przeprowadzę twoje badanie panno Granger. W skład zespołu analizującego twój wynik wchodzą: Michelle Jones oraz Jacob Davies. Badanie będzie bezbolesne i możesz niewiele z niego pamiętać. Po mimo tego zostaną rzucone na ciebie zaklęcie, które spowodują, że nie będziesz mogła o nim rozmawiać. Wyjątek stanowi wybrany dla ciebie partner. Kiedy go poznasz i będziesz coś pamiętać, możesz mu to powiedzieć. To zaklęcie zacznie działać od momentu, gdy usiądziesz tutaj. – Wskazała ręką na biały fotel, który przypominał kozetkę lub też bardziej fotel z gabinetu jej rodziców. Niepewnym krokiem ruszyła w jego stronę i ułożyła się wygodnie. Nie poczuła żadnej zmiany.

- Wypijesz ten eliksir, który cię uśpi  Będziesz musiała podejmować decyzje, które ujrzymy i które będą stanowić dla nas podstawę do wybrania ci partnera. – A więc tak to będzie wyglądać... Wejdę do mojego mózgu, spenetrują go... Dowiedzą się, że jestem dziwna, nijaka. Nie pasuje do nikogo. Ten pomysł nie podobał się Hermionie, ale starała się ukryć swój strach. 
- Gotowa? – Spytała Lucy i nie czekając na odpowiedź podobał jej flakonik z jasno niebieską cieczą. Granger wzięła go od niej drżącą ręką. Spojrzała na eliksir. Teraz. Nie ma po co tego odwlekać. Nie myślała już o żadnym chłopaku. Nie bała się badania. Sama była ciekawa, co się wydarzy i jakiej prawdy o sobie się dowie. Przechyliła flakon i wypiła jednym haustem jego zawartość. Efekt był natychmiastowy. Poczuła jak jej powieki opadają. Nie mogła powstrzymać snu. Gdy zamknęła oczy od razu zaczęła śnić.

            Była na łące. Wielkiej, zielonej udekorowanej kwiatami. Niebo było bezchmurne, a słońce ogrzewało jej policzki. Słyszała śpiew ptaków i chciała położyć się w wysokiej trawie, gdy nagle odwróciła się i zobaczyła las. Wysokie drzewa prowadziły do prawdziwej puszczy. Pomiędzy krzakami pojawiły się dzikie zwierzęta, które uśmiechały się do niej, jakby zapraszając do wejścia. Chciała tam iść i je pogłaskać, ale zaraz uświadomiła sobie, że to głupie i woli zostać tutaj. Na pięknej łące. Postanowiła, że zrobi sobie wianek, więc zaczęła zrywać kwiaty i splotła je. Następnie włożyła go sobie na głowę. Czekała, co dalej ją zaskoczy. Pojawił się przed nią Harry. Nie potrafiła ukryć swojego zaskoczenia, a także zniechęcenia. Nie chciała go tutaj. Nie chciała z nim być. Za jego plecami ukazał się Ron. Uśmiechnęła się do niego, ale bardzo sztucznie. Jego też nie chciała tu widzieć. Gryfoni przeszli obok niej, nawet się nie odzywając. Postanowiła iść w przeciwnym kierunku, aby więcej na nich nie trafić.

Zrobiła zaledwie kilka kroków, gdy sceneria zmieniła się i była na ulicy przed swoim domem. Na niebie był Mroczny Znak. Czując narastającą panikę pobiegła w kierunku domu i wbiegła do kuchni. Śmierciożercy trzymali jej rodziców i planowali ich zabić.

- Nie! Proszę! Nie róbcie tego! – Chciała wyjąć swoją różdżkę, ale krzyknęli do niej.

- Jeden ruch i oni zginą! – Była wściekła na siebie, że wcześniej nie sięgnęła po broń.

- Zabijcie mnie! Nie ich! Nie krzywdźcie ich! – Spojrzeli na nią szyderczo. Ostatnie co pomyślała to, to, że umiera za osoby, które tak bardzo kocha. Błysnęło zielone światło i już spadała w otchłań...

Upadła na coś miękkiego. Było to podłoże podobne giętkością do ciastoliny. Sturlała się z niego i ujrzała Norę. Zaczęła biec w jej kierunku. Weszła do środka i zobaczyła, że państwo Weasley nie żyją. Pani Molly wisiała na grubym sznurze. Pan Artur trzymał w ręku swoje serce. Nie potrafiła opanować szlochu. Nie mogła złapać oddechu. Jej drudzy rodzice w tak dramatycznym położeniu byli sztyletem w jej serca... i wtedy błysnęło. Zobaczyła sztylet na stole... i wbiła go w sobie w serce. Zobaczyła krew i upadła. Gdy otworzyła oczy była już w zupełnie innym miejscu. Ktoś na jej oczach torturował jakiegoś skrzata domowego, a ona czuła się jakby i ona była poddana zaklęciu Cruciatus. Obok skrzata zaczęli pojawiać się jej przyjaciele – Harry, Ron i Ginny, którzy także strasznie cierpieli. Zakapturzony mężczyzna przemówił do niej.

- Jeśli obetniesz swoją prawą rękę przestanę ich torturować. – Bez zastanowienia sięgnęła po nóż, który nagle pojawił się obok niej i zrobiła to. Poczuła ból rozchodzący się po jej ciele i znowu zamknęła oczy.

Kolejna scena, inne miejsce. Musiała wybrać strój na randkę. Czuła, że idzie na randkę. Sięgnęła po swoją ulubioną kraciastą koszulę, ale odstawiła ją. To nie jest dobry pomysł, pomyślała i wyjęła czerwoną sukienką z długim rękawem, nakładanym dekoltem i rozkloszowaną. Do tego złote szpilki i mała torebka. Tylko gdzie zaprosić tego chłopaka? Restauracja? Zbyt banalne. Do Trzech Mioteł? Za mało romantyczne. Już wiem! Zabiorę go do na romantyczną kolację przy świecach nad morze! Gdy tylko tak pomyślała, ujrzała malowniczą scenerię. Zachód słońca, gładka tafla wody i pięknie przyozdobiony, drewniany stół. Usłyszała czyjeś kroki i zobaczyła coś bardzo dziwnego. Była to nieokreślona forma. Bez kształtu. Czuła, że sama musi go uformować, więc zaczęła wyliczać, co powinien mieć.

- Powinieneś być bystry, miły i elegancki. Mieć odpowiednie poczucie humoru. Lubić czytać książki. Nie możesz być wredny czy uprzedzony. Mieć pozytywne nastawienie do życia i uśmiech na twarzy. Co do wyglądu... – Zawahała się. Nie miała żadnego wzorca. Nie myślała, że jej wybranek musi mieć koniecznie niebieskie oczy, bo za nic w świecie nie poślubi innego. – Możesz  być jaki chcesz. – Podszedł do niej Neville, a raczej ktoś, kto go przypominał, ponieważ zachowywał się dokładnie tak, jak tego oczekiwała. Szarmancko pocałował jej dłoń. Odsunął dla niej krzesło i rozprawiali o lekturach, które przeczytali. Wymyślił dla niej grę. Miała szybko wybierać pomiędzy dwoma rzeczami, które jej zaproponuje. Zgodziła się.

- Ognista Whiskey czy Piwo Kremowe?

- Ognista Whiskey. – Dlaczego to powiedziała? Przecież nikt nie wiedział, że szklaneczka tego trunku działa na nią jak tak odprężająco.

- Dzień czy noc?

- Dzień. – Tu nie miała wątpliwości. Wolała światło od mroku.

- Sowa czy szczur?

- Sowa.

- Transmutacja czy eliksiry?

- Transmutacja.

- Książki czy przyjaciele?

- Przyjaciele.

- Quidditch czy szachy czarodziejów?

-Quidditch. – Znowu czuła, że powiedziała to mimowolnie.

- Przyjaźń czy miłość? – Poczuła się bardzo dziwnie. Chciała powiedzieć przyjaźń, ale nie mogła, więc spróbowała miłość, ale także nic nie wyszło z jej gardła. Nie mogła odpowiedzieć na to pytanie, bo sama nie wiedziała, co by wybrała. Było to dla niej dwie bardzo ważne rzeczy.

Neville rozmył się i została sama. Teraz ubrana w swoją ulubioną, białą sukienką z rękawami za łokcie. Krótką i zwiewną w stylu boho. Czuła, że musi pomyśleć o czymś szczęśliwym. O czymś najszczęśliwszym. O pragnieniu swojego serca. Wszystko to, co zakiełkowało w jej głowie pojawiało się. Widziała dom na wsi z pięknem ogrodem. Czuła się żoną i matką gromadki dzieci. Tak... To było pragnienie jej serca. Rodzina. Wiedziała, że gdyby nawet miałaby żyć w biedzie, zawsze rodzina będzie dla niej najważniejsza.

Stojąc przed wymarzonym domem usłyszała dochodzący z niego głos.

- Hej, Hermiono, co może zniszczyć zło? – Jej odpowiedź padła natychmiast, bez zastanowienia.

- Uśmiech.

            Czuła, że wraca. Jakby budziła się z długiego, dobrego snu. Powoli otworzyła oczy i zobaczyła, że cała trójka bacznie jej się przypatruje. Pamiętała wszystko z tego snu, ale czuła, że nie może z nim na ten temat rozmawiać, a więc zaklęcie działało. Jednak nie mogła znieść ich zaskoczenia wypisanego na twarzach. Czy zrobiła coś źle, czy rzeczywiście do nikogo nie pasuje? Powoli wstała z fotela i odważyła się zapytać.

- Czy wszystko w porządku?

- Och, tak. – Odpowiedziała jej Lucy. – Tylko ty... Czy pamiętasz co się działo? – Przytaknęła głową. – No więc... Była tam taka chwila, gdy nie mogłaś odpowiedzieć na pytanie co byś wybrała: przyjaźń czy miłość. Zaniemówiłaś wtedy, bo nie mogłaś podjąć decyzji, co jest bardzo dziwne, ponieważ w skład tego eliksiru wchodzi Veritaserum i... powinnaś powiedzieć prawdę.

To, co usłyszała nie poprawiło jej nastroju. Była inna. Była odmieńcem. Zachowała się dziwnie i nie będzie miała nikogo do pary. Pożegnała się z całą trójką, która teraz oddała jej należyte zainteresowanie i wyszła z gabinetu. Szła szybko czując na sobie spojrzenia innych. Ile tam była? Spojrzała na zegarek i aż nie mogła uwierzyć. Spędziła tam godzinę! Nic dziwnego, że wszyscy na nią patrzę. Kolejna anomalia.

Skorzystała z windy i znalazła się w atrium. Wskoczyła do kominka i krzyknęła:

- Nora! – Teraz będzie miała czas, by wszystko przeanalizować i pogodzić się z tym, że za miesiąc ona nie dostanie listu.

"Czy on ją kocha?"

  Hermiona przez najbliższy czas odpoczywała w samotności. Fred tylko czasami pojawiał się w Norze i jego wizyty były krótkie. Wyglądał wpro...