środa, 30 września 2020

"Badanie."

  Gdy powróciła do Nory wszyscy już siedzieli z Johnson w kuchni szykując stół do późnego obiadu. Wiedzieli, że dziewczyny nie mogą nic mówić o badaniu, ale i tak pani Molly podeszła do niej i mocno przytuliła.

- Jak się czujesz? Nie boli cię nic? Czy wszystko w porządku? – Lawina pytań ruszyła w stronę Garnger. Po wielokrotnym zapewnieniu, że czuję się dobrze i nic jej nie jest, Hermiona usiadła przy stole z resztą osób. Angelina opowiadała o tym kogo spotkała i jak wiele osób się pojawiło. Natomiast pan Artur uraczył wszystkich zabawną historią.

- Do Ministerstwa wszedł dziś woźny Hogwartu, Filch, który też chciał wziąć udział w badaniu. Na brodę Merlina! Nie wiem skąd wiedział kiedy się stawić, ale awanturował się i nie chciał wyjść! – Ta opowieść wprawiła Gryfonów w radosny nastrój i wesoło wspominali czasy Hogwartu.

- Taaaa… Wy już to macie za sobą, ale ja jeszcze muszę wrócić na jeden rok. – Narzekała Ginny, ale wszyscy starali się pocieszyć ją, że to będzie wspaniały ostatni rok.

            Wieczorem Harry poprosił Hermionę, by poszła z nim na spacer. Gdy znacząco oddalili się od Nory złapał dziewczynę za ramiona i spojrzał badawczo.

- Pamiętasz coś z tego badania?

- Coś tam pamiętam… Ale wiesz przecież, że nie mogę powiedzieć…

- Ale może udałoby mi się przebić barierę tych zaklęć i poznać twoje odpowiedzi.

- Ale po co?

- Żebym mógł udzielić takich samych i byśmy byli przydzieleni. – NIE! NIE! NIE! TYLKO NIE HARRY! Hermiona nie wiedziała jak wyjść z tak trudnej sytuacji.

- A co z Ginny? – Spytała łamiącym się głosem.

- Ginny nie chce ze mną być. Czuję to. Nie zostawiła mnie, bo w końcu pokonałem Voldemorta i to byłoby strasznie głupie, ale nie chce ze mną przebywać sam na sam. Boi się mojego dotyku. Między nami już nic nie ma, więc zostałaś mi ty.

- Aha… Więc po raz kolejny mam być twoją ostatnią deską ratunku? Nie, dzięki. – Odpowiedziała wzburzona. Nie spodziewała się tego po swoim przyjacielu, choć sama o mało tak nie potraktowała Nevilla…

Szybko wyrwała się Harry’emu, choć bała się, że będzie na nią czekał za jakimś rogiem, by zaatakować i naprawdę dowiedzieć się czegoś o jej badaniu. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło, a Potter następnego dnia wraz z panem Arturem poszedł do Ministerstwa. A dwa dni później badania miała rodzina Weasley.

            Hermiona poświęciła swój wolny czas na czytanie nowych książek. Odwiedziła także swoich rodziców, ale nie mogła się skupić na swojej przyszłości, skoro była ona taka niepewna. Choć wszyscy byli bardzo zdenerwowani to chcieli, żeby sowy przyleciały już z wynikami. Jedynie Angelina była w doskonałym humorze. Kiedy zjawiała się z bliźniakami w Norze, czyli w niedzielę na obiad i czasami w tygodniu na kolację, powtarzała, że jej przeznaczony jest Fred. Zapewniła ich o gorącym uczuciu, które jest między nimi. Wszyscy mieli już tego dość, tylko nie pani Molly, która nosiła w sobie wiele zmartwień. Jeszcze jej dwójka synów – Percy i Charlie mieli zostać przydzieleni. Kobieta stała się tykającą bombą, która może wybuchnąć w każdej sekundzie. Jedynie słowa Angeliny zapewniały jej trochę spokoju.

            Wreszcie, po miesiącu, który wydawał się trwać rok, nadszedł dzień, w którym wszyscy mieli dowiedzieć się, kto zostanie im przydzielony. W Norze był już Fred, Angelina i George, którzy spali tam. Młodzi byli na nogach już przed siódmą. Zjedli skromne śniadanie, ponieważ ich brzuchy nie potrafiły przyjąć więcej pokarmu. Ginny siedziała obok Harry’ego. Dalej był Ron. Naprzeciwko Ginny siedział George, a Fred z Angeliną na brzegu. Po przeciwnej stronie była Hermiona. Pani Molly niespokojnie krzątała się po kuchni.

- Charlie i Percy mają wysłać do mnie natychmiast sowy. – Mówiła jakby do siebie.

Najspokojniejszy wydał się być pan Artur, który z kubkiem w ręku opierał się o meble kuchenne. Po dziewiątej na horyzoncie widać było zbliżająca się plamkę.

- Widzicie? Coś chyba leci… - Zauważył nieśmiało pan Weasley. Wszyscy podbiegli do okna, ale pani Molly nakazała im wrócić na miejsca, by sowa mogło wlecieć. Była ona szara i dumnie wystawiła nóżkę do gospodarza domu, na której miała kilka listów. Artur odwiązał je, a sowa wyleciała. Mężczyzna zaczął je rozdawać.

- Ginny, proszę. Harry… George… o Geroge tutaj dla Ciebie. Ten dla Freda. Ten dla Rona. Angelina, trzymaj i ostatni dla Hermiony. – Każdy z nich miał nareszcie upragniony list, ale nikt nie spieszył się z jego otworzeniem. To, co tam jest, może na zawsze zmienić ich życie. Nie chcieli robić tego tutaj, ale tylko Harry miał odwagę, by wstać. Spotkało się to z protestem pani Molly.

- Harry! Kochanieńki, zostań. Wszyscy otworzycie tutaj te listy. Mam już dość czekania… Ginny ty pierwsza. No, śmiało, przecież wiemy kto to będzie. – Zachęcała swoją córkę, a młoda Weasley skrzywiła się na te słowa. Wcale nie chciała otworzyć listu przy wszystkich, a tym bardziej, żeby tam znalazło się nazwisko Potter. Nie miała jednak ucieczki, więc delikatnie zaczęła rozrywać kopertę. Wyjęła z niej pismo. Jej twarz była blada jak ściana, a ręce jej drżały, gdy czytała. W oczach zaszkliły się łzy i odrzuciła kartkę.

- Co się stało? Co tam jest? Co tam jest napisane?! – Dociekała pani Molly. Ginny znów wzięła list i zaczęła wolno i dość cicho czytać, ale nie przeczytała nazwiska dopasowanej osoby.

 

Szanowna Panna Ginevra Weasley, 
zamieszkała w Norze, urodzona 11 sierpnia 1981 roku, córka Molly i Artura Weasley.

Data badania: 14 sierpnia 1988 rok.

Wynik badania: Dopasowany zostaje Zabini Blaise. 
(Dopasowani w 97,8%.)

Proszę stawić się w Ministerstwie 16 września, by poznać bliżej dopasowaną osobą i zamieszkać z nią przez tydzień. 
Jednocześnie informujemy, że powrót do Hogwartu będzie możliwy 24 września. Państwa kominek zostanie połączony z kominkiem w szkole.

Gratulujemy!

Podpisał Chris Lewis, dyrektor zespołu badawczego.

 

Pani Molly nie mogła już wytrzymać napięcia, dlatego podbiegła i wzięła list od córki. Szukała tego upragnionego nazwiska, ale gdy je dostrzegła ręce jej opadły. Spojrzała na męża i powiedziała.

- Zabini Blaise.

- Nie! To niemożliwe. – Odparł rezolutnie. Sam wziął list, ale także ujrzał to nazwisko. – Jak to… Jak to w ogóle jest możliwe? – Spytał zrozpaczony. – Ślizgon… To jest absurd!

- Skoro nie Harry, to kogo on ma? – Zapytała pełna lęku pani Molly, ale chłopak rozrywał już pośpiesznie swoją kopertę. Teraz wszyscy spodziewali się, że będzie dopasowany do Hermiony, bo przecież inaczej być nie może.

            Harry szukał wzrokiem nazwiska i go znalazł, zastygł.

- I co? Kogo masz? – Zapytał Ron.

- Dopasowany w 98% do Luny Lovegood.

- CO?! – Spytało naraz kilka osób. Ron na twarzy miał wypisane szczere przerażenie i sam zaczął oglądać kopertę jakby miała zaraz wybuchnąć. Nie czekając na pozwolenie zaczął ją otwierać.

- Ron, tylko ty mnie nie zawiedź… - Wyszeptała pani Molly, a syn spojrzał na nią z wyrzutem. Przebiegł wzrokiem po tekście, ale nie dostał szoku. Kąciki jego ust uniosły się.

- Alicja Spinnet. – Odparł uradowany. – Dopasowani w 98,5%. – George, Fred i Angelina spojrzeli na niego, jakby widzieli go pierwszy raz w życiu, a jego rodzicielka chciała sobie wyrwać włosy z głowy.

- Jeśli nie Hermiona, to na Merlina, kogo ona ma?! – Granger już sięgała po swoją kopertę pełna obaw, choć wiedziała, że jej prośby zostały wysłuchane i nie będzie ani z Ronem, ani z Harrym. Jednak uprzedziła ją Angelina.

- Przepraszam , ale ja muszę ją otworzyć. Dłużej tego nie wytrzymam! – Zaczęła szybko rozrywać papier i już miała w ręku list. Chwilę czytała, a potem zastygła w bezruchu.

- No i co? No mów Angelino! Przecież tu mamy pewność! – Głos pani domu wyraźnie drżał, ale Gryfonka nie odpowiadała, dlatego pani Molly sama podeszła i spojrzała.

- Dzięki Merlinie! – Wykrzyknęła z wyraźną ulgą. – Weasley! – Spojrzał na męża spokojniejszym wzrokiem.

- Tak… - Powiedziała Johnson. Spojrzała na Freda, ale nie była radosna, a i on siedział jak na szpilkach. Wyczuwał, że coś jest nie tak. Angelina powoli przeniosła wzrok na drugiego bliźniaka i patrząc mu w oczy odparła. – Weasley, ale Weasley George. – Fred o mało co nie spadł z krzesła, a jego bliźniak siedział jakby coś go ogłuszyło. Pani Molly nie mogła już powstrzymać łez. Pan Artur natychmiast do niej podbiegł i przytulił. George wstał i zachowywał się bardzo nerwowo, jakby chciał zacząć uderzyć głową o ścianę. Fred zakrył twarz dłońmi. Jego dziewczyna zaczęła szlochać.

- To jest niemożliwe! – Pani Molly wybuchła. Zbyt wiele emocji w sobie nosiła. – George natychmiast otwórz swoją kopertę! Zobaczymy kogo masz. Na pewno musiało dojść do jakiejś pomyłki! – George powrócił na swoje miejsce i rozerwał list.

- Napisane jest, że jestem dopasowany do Angeliny w 99%. – Odparł głosem wyprutym z emocji.

- Nie! Pokaż mi to! Sprawdzę, czy na pewno wszystko się zgadza. – Wyrwała list swojemu synowi, ale niestety wszystko z jego danymi się zgadzało. Tak samo było z Angeliną. – Fred, ty otwórz swój! Pomylili się, bo ty i George wszystko macie takie same oprócz imion.

- Dzięki mamo. – Odparł zgryźliwie, ale sięgnął po kopertę. W tym momencie był całkowicie załamanym, ponieważ jego dziewczyna jest dopasowana do jego brata bliźniaka prawie w 100%. To jest absurd… To jest niemożliwe… Czuł uważne spojrzenia wszystkich zgromadzonych w kuchni, ale on miał ochotę tylko uciec stąd i nigdy nie zobaczyć ludzi, którzy tak go zawiedli.

Nie mogąc jednak tego zrobić, otworzył swój piekielny list.

Szanowny Pan Fred Weasley, 
zamieszkały przy ulicy Pokątnej 93, obecnie przebywający w domu rodzinnym – Norze, urodzony 1 kwietnia 1987 roku, syn Molly i Artura Weasley.

Data badania: 14 sierpnia 1988 rok.

To co było dalej przeraziło go. Fred nie przeczytał listu na głos, tylko jakoś tak dziwnie spojrzał na Gryfonkę, która siedziała po przeciwnej stronie. Hermiona natychmiast otworzyła swój list. Przecież to niemożliwe… Nie on! Nie! Oni nigdy… Mieliby być razem? Ale dlaczego się spojrzał?

Granger spojrzała na kartkę i aż zaniemówiła. Wydawało jej się, że jest przygotowana na wszystko. Nie mogła bardziej się mylić.

- Kogo wy macie?! Mówcie natychmiast! – Ponaglała pani Molly.

- Weasley Fred.

- Granger Hermiona. – Powiedzieli w tym samym czasie, a w Norze zapanowała głęboka cisza. Nikt nie mógł w to uwierzyć. Myśleli, że to żart. Pani Weasley wyciągnęła rękę po kolejny list i dodała szeptem. 

- Dopasowani w 100%...

"Dekret."

 To koniec. Już po wszystkim. Lord Voldemort został pokonany w ostatecznym starciu z Harrym Potterem. Świat czarodziejów wypełniła euforia i niesamowite szczęście. Urządzono mnóstwo przyjęć i wypito setki butelek Ognistej Whiskey. Tylko Hermiona Granger nosiła w sobie niepokój, ponieważ wiedziała, że będzie musiała podołać jeszcze jednemu wyzwaniu. Odnaleźć rodziców i przywrócić im pamięć. Udało jej się to po miesięcznej wyprawie. Byli oni w Australii. Kiedy opowiedziała im co się wydarzyło popłakali się i wpadli jej w ramiona. Nareszcie Hermiona była szczęśliwa i mogła wrócić do Nory, by móc zaplanować swoje następne kroki w dorosłym życiu.

            Granger otrzymała zaproszenie od pani Molly, która stała się dla niej drugą matką, by zamieszkała w Norze, dopóki nie będzie jej stać na zakup własnego mieszkania. Gryfonka chętnie skorzystała z tej propozycji. Wraz z Harrym i Ronem otrzymali specjalne listy z Hogwartu. Za specjalne zasługi dla całej społeczności czarodziejów otrzymali tytuł absolwentów i nie musieli już wracać do szkoły.

            Początkowa radość z pozbycia się Czarnego Pana opadła i teraz ludzie opłakiwali zmarłych, a tych było naprawdę sporo. Liczba czarodziejów drastycznie się zmniejszyła i Ministerstwo Magii postanowiło podjąć specjalne kroki, by podtrzymać tę rasę. Pan Artur miał pewne przecieki na ten temat, ale nie chciał na razie niepokoić młodych, którzy niczego nie świadomi starali się poukładać swoje życie od nowa. Dopiero dwa miesiące po zwycięskiej bitwie w Proroku Codziennym ukazało się rozporządzanie Ministra Magii – Kingsleya Shacklebolta.

 

ROZPORZĄDZENIE NR 34/87/1005 MINISTRA MAGII KINGSLEYA SHACKLEBOLTA 
W SPRAWIE UTRZYMANIA LINII CZARODZIEJÓW CZYSTEJ KRWI

 

Podczas bitwy  z Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać zginęło wielu wspaniałych czarodziejów i czarownic. W obawie, że nasza rasa może nie przetrwać Minister Magii postanawia, by czarodzieje wiązali się ze sobą na podstawie badań przeprowadzonych przez Ministerstwo. Oznacza to, że każdy czarodziej i czarownica, którzy ukończyli siedemnasty rok życia, a nie posiadają małżonka są zobowiązani, by stawić się w określonym terminie w Ministerstwie na badania, które pomoże połączyć dwójkę czarodziejów, by mogli wziąć ślub.

Podpisano Minister Magii, 
Kingsley Shacklebolt

Pod tym artykułem była wypowiedź samego ministra.

 

Drogie czarownice i drodzy czarodzieje!

Wiem, że możecie czuć się oburzeni postępowaniem Ministerstwa, ale robimy to dla dobra ogółu, dla naszego całego społeczeństwa. Odpowiadając na jeszcze nie zadane pytania. Badanie będzie przeprowadzone przez wybranych i wyszkolonych w tym celu czarodziejów. Jest to grupa, które będzie działać tylko w tym celu przez wyznaczony czas. Samo badanie jest bezbolesne. Zostaniecie uśpieni i w kontrolowanym śnie będziecie podejmować decyzje, które pokażą nam Waszą osobowość. Za pomocą takiego wglądu w Waszą psychikę jesteśmy w stanie dobrać dla Was odpowiednią osobę, która będzie idealnym partnerem. W najbliższym czasie zostaniecie poinformowani listem, kiedy macie się stawić na nie, a następnie po miesiącu dostaniecie wiadomość kogo Wam przydzielono. Później stawicie się parami w Ministerstwie, by spędzić razem tydzień w przystosowanym do tego mieszkaniu. Tak, byście mogli sprawdzić, że naprawdę pasujecie do siebie.

Chcę uspokoić wszystkich, zapewniając, że nie musicie brać ślubu z tą osobą, jeśli naprawdę nie będziecie chcieli. Macie na to dziesięć lat. Jeśli w tym czasie poznacie kogoś innego i to z tą osobą będziecie chcieli się związać to droga wolna. Jeśli jednak przez ten czas nikogo nie znajdziecie, jesteście zobligowani do ślubu z wyznaczoną osobą.

Mam jeszcze dla Was jedną wiadomość. Bardziej przyjemną. Jeśli zdecydujecie się na ślub w ciągu jednego roku z wyznaczona osobą, Ministerstwo pokryje koszty Waszej ceremonii.

Liczę na zrozumienie z Waszej strony, ponieważ tylko od Was zależy, czy ten projekt się uda. Zapewniam Was, że nikomu nie stanie się krzywda i nikt nie zostanie zmuszony do niczego. Kroki, które zrobiliśmy są dla naszego dobra. Jeszcze raz podkreślam, NIKT NIE ZOSTANIE DO NICZEGO ZMUSZONY.

 

             - On chyba oszalał! -  Pierwszy odezwał się Harry. – Nikt nie zostanie do niczego zmuszony. A to, że musimy stawić się na jakiejś badania?!  A to, że ma tylko dziesięć lat na znalezienie sobie partnera?! To ma być ta wolność wyboru?! Jeszcze przez tydzień mamy mieszkać z tym kimś! Co z tego że zapłacą za nasze śluby?! – Potter nie krył swojej złości. Myślał, że Kingsley będzie lepszym przywódcą. Szczerze cieszył się, że to właśnie on został wybrany na ten urząd, a on tak go zawiódł. Przecież to jest kpina. – Jak oni mogą tak ingerować w nasze życie?! To jest bezczelność!

 - Oj Harry, spójrz na to z jasnej strony... Przecież i tak byś wziął ślub z Ginny... – Sytuacja próbowała załagodzić pani Weasley. Jednak Ginny nie miała za wesołej miny. Chyba ona nie chciała mieć za męża Pottera i trudno było jej się dziwić. To wszystko, co go spotkało okazało się być dla niego okropieństwem, którego nie mógł udźwignąć. Stał się milczący i niemrawy. Szybko wybuchał złością. Nie lubił przebywać w towarzystwie i nikt już nie patrzył na niego jak na bohatera.

            Ron też nie miał wesołej miny. Nie miał żadnej dziewczyny obecnie. Przez chwilę miał się ku Hermionie, ale zrozumiał, że z tego nic nie będzie. Nie potrafił spojrzeć na nią jak na obiekt swoich pożądań. Była jego przyjaciółką, nie kochanką. Choć byli na kilku randkach i Hermiona nawet go pocałowała nic nie czuł. Wręcz nie chciał tych pocałunków, dlatego miał mętlik w głowie. Bo co jeśli przydzielona mu zostanie Hermiona? Jeśli ona go kocha i to tak wpłynie na badania, że będzie musiał z nią być?

            George też wydawał się smutny. Nie miał dziewczyny. Z nikim nie spotykał się na poważnie. Fred też nie był radosny, choć obok niego cieszyła się Angelina, jego dziewczyna.

 - Oj, Fredi! Jakie szczęście! To wspaniała nowina! Zapłacą za nasz ślub! Na pewno przydzielą nas razem! Przecież jesteśmy dla siebie stworzeni. Kochamy się jak mało kto. Tak... Na pewno będziemy razem... Jestem tego pewna. Jesteśmy idealną parą, prawda Fredi? – Fred opamiętał się i spojrzał na nią z uśmiechem. Przecież to jego kochana dziewczyna. Nie ma czym się martwić.

 - Oczywiście kochanie. Na pewno będziemy razem. – I pocałowali się, a w końcu drugiego stołu siedziała przestraszona Hermiona. Ona nie miała nikogo. NIKOGO. Bała się, kto zostanie jej przydzielony. Czuła, że nie pasuje do żadnego chłopaka. Zaczęła swoje obawy przedstawiać innym.

 - Co jeśli przydzielą nam kogoś starszego? Na przykład jakiegoś kawalera, który ma ponad 60 lat? – Ich twarze zbladły, ale głos zabrał pan Artur.

 - Nie mogą tego zrobić... To rozporządzenie ma kilka klauzuli. Na przykład, że nie mogą dobierać w pary rodzeństwa czy rodziny. Nie mogą też dziewczynie wybrać męża, jeśli woli żonę i na odwrót oraz  maksymalna granica wieku wynosi 12 lat. Uważają, że większa sprawia konflikty małżeńskie. – Wszyscy odetchnęli z ulgą, ale i tak w ich głowach siedziały myśli, kogo im wybiorą.

            Za dwa dni do Nory przyfrunęły sowy z Ministerstwa do Gryfonów. W listach, które otrzymali były daty kiedy mają się stawić na badania. Hermiona i Angelina już jutro. Potter za dwa dni, a rodzina rudzielców dopiero za cztery dni.

            Granger nie mogła ukryć swojego zdenerwowania. Bała się co może ją czekać. Choć Prorok Codzienny zapewniał, że to jest wspaniały pomysł ona tak nie czuła. Zaczęła w niej kiełkować obawa, że nikt nie zostanie jej przydzielony. Harry wydawał jej się zbyt oderwany od rzeczywistości. Wszystko co go dotknęło odcisnęło na nim bliznę, która nigdy nie zostanie do końca wyleczona. Ron natomiast wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie chce z nią być. To prawda, że czuła się w nim kiedyś zakochana. Wyobrażała sobie ich razem i cieszyła się, że będzie ze swoim przyjacielem, ale on nie podzielał tego uczucia. Było jej naprawdę przykro, ale pogodziła się z tym. Nie widziała dla siebie odpowiedniego kandydata. Czuła, że do nikogo nie pasuje. Już widziała swój list, w którym nie odnajdzie nazwiska męża i wszyscy będą się śmieli z niej.

            Atmosfera w Norze też nie była przyjemna. Każdy myślał o czekającym badaniu i denerwował się co z tego wyniknie. Tylko Angelina wydawała się być radosna. Cały czas przytulała się i całowała Freda.

- Ja jestem pewna. Nie muszę się martwić. Wiem, że to będzie Fred. Kocham go, a on mnie. Chcemy być razem już na zawsze. – Powtarzała te słowa jak mantrę, a chłopak tylko z uśmiechem przytakiwał. Martwił się tylko o George, który nie miał dziewczyny i był niepewny swojej przyszłości.

- George, a może to będzie ktoś z Hogwartu. Ktoś naprawdę fajny. Może Katie Bell? Albo Alicja Spinnet? To są naprawdę fajne dziewczyny. – Fred starał się go pocieszyć.

- Tak. Wiem… - Odpowiadał markotnie.

 

            Hermiona wraz Angelina wyruszyły do Ministerstwa w ustalonym terminie wraz z panem Weasleym. W atrium było mnóstwo czarownic i czarodziejów, którzy także stawili się na badanie. Johnson zobaczyła swoją przyjaciółkę Katie i pobiegła do niej, a Hermiona rozglądała się po sali szukając kogoś, kto może zostać jej przydzielony i wtedy ujrzała jego…

- Neville! – To chyba oczywiste, że jeśli jakiś mężczyzna miał nie pasować do żadnej kobiety to tylko on. Tak myślała Gryfonka i doszła do wniosku, że to ona zostanie mu przydzielona, bo także do nikogo nie pasuje. Trzymała się tej myśli, jakby ona miała ją uchronić przed staropanieństwem.

- Hermiono, dobrze Cię widzieć. – Przywitał się.

- Ciebie także. – Zapadła niezręczna cisza, ale Hermiona nie chciała marnować czasu z potencjalnym wybrankiem. – Boisz się?

-Tych badań? Nie… Babcia zapewniała mnie, że będą bezbolesne. Cieszy się, że są, bo to oznacza, że nie będę sam. – Babcia… Augusta będzie ciężką przeszkodą, jeśli będziemy razem. – Pomyślała Hermiona.

- Jak myślisz, kogo ci przydzielą? – Neville zarumienił się.

-No wiesz… nie chcę nic zdradzać, ale ostatnio spotykam się z kimś i mam nadzieję, że to ją mi przydzielą. – Mina Hermiony musiała być wyjątkowo głupia, bo Neville szybko dodał.- Myślałaś, że będę sam!

- Nie! – Odpowiedziała zbyt nerwowo. – Oczywiście, że nie. Ja tylko nie spodziewałam się tego, ale gratuluję i powodzenia. – Szybko odeszła, by nie pokazać swojego zaskoczenia, ale także zmartwienia. Tak liczyła na Neville… Choć przecież to, że ktoś ma dziewczynę nie sprawia, że z nią będzie dopasowany, więc tliła się jeszcze szansa.

            Pojawił się stary czarodziej na środku atrium, ubrany w seledynową szatę i przemówił nienaturalnie głośnym głosem.

- Witam wszystkich czarodziejów i czarownice! Cieszę, że przybyliście do Ministerstwa i weźmiecie udział w badaniu, które powtarzam jest bezbolesne. Poszczególne piętra zostały wyłączone z normalnego użycia, byście mogli tam się udać. Nazwiska na litera A i B udają się na piętro drugie. Na literę C, D i E na piętro trzecie. Na literę F, G i H na piętro czwarte. Na literę I oraz J na piętro piąte. Nazwiska na K i L na szóste piętro. Po wykonanym badaniu możecie wrócić do domu. Dziękuję!

            Wszyscy zaczęli przepychać się do wind, a Hermiona rozpoznawała coraz więcej znajomych twarz. Obok szła Hanna Abott pogrążona w rozmowie Justynem Finchem -Fletchleyem. Kątem oka dostrzegła Seamusa Finnigana, który przepychał się obok, o zgrozo, Argusa Filcha. Jeszcze raz przypominając sobie o klauzuli związanej z wiekiem wybranych par poszła dalej i zobaczyła Micheala Cornera, z którym kiedyś chodziła Ginny. Widziała wiele roześmianych twarzy dziewczyn w tym Susan Bones, Lavender Brown czy Cho Chang, ale podświadomie szukała chłopaków, bo jeden z nich mógłby zostać jej mężem. Może będzie nim Lee Jordan albo Gregory Goyle? Jednak tych potencjalnych partnerów mogą być tysiące. Przecież badania będą jeszcze prowadzone. Może to będzie ktoś na O, M lub P. Jak Potter. Ta myśl towarzyszyła jej podczas jazdy windą. W głowie miała trzech mężczyzn, trzech Gryfonów, ale żaden z tych wyborów nie napawał jej szczęściem.

            Trafiła na czwarte piętro i tam do każdego pokoju czekała kolejka osób. Odszukała drzwi, na których wisiała lista z jej nazwiskiem i stanęła w kolejce. Przed nią był rząd dziewcząt, dlatego wyczarowała sobie krzesło. Starała się nie obgryzać swoich paznokci, ale to było silniejsze. Czuła, że wnętrzności się jej skręcają. Dziewczyny, który wychodziły po badaniu nie odzywała się do nikogo tylko natychmiast opuszczały piętro, ale wydawały się być spokojne. Niektóre były tam tylko dziesięć minut, inne pół godziny.

            Hermiona zaczęła się jeszcze bardziej denerwować (o ile to możliwe), kiedy dziewczyna przed nią, która przedstawiła się jako Elene Green, weszła do pokoju. Minęło około kwadransu, który dla Gryfonki trwał pół minuty, gdy wyszła czarownica w krótkich, czarnych włosach i w zielonej szacie.

- Hermiona Granger? – Spytała, a kiedy dziewczyna potwierdziła, zaprosiła ją gestem do pokoju.

Pomieszczenie, które za pewne służyło jako biuro teraz było prawie puste. Przy ścianie stało długie biurko, przy którym siedział młody czarodziej mający około trzydziestu lat i czarownica o lśniących blond włosach, nieco starsza od swojego towarzysza. Zawzięcie coś notowali i nawet nie spojrzeli na Hermionę, gdy weszła.

- Nazywam się Lucy Smith i przeprowadzę twoje badanie panno Granger. W skład zespołu analizującego twój wynik wchodzą: Michelle Jones oraz Jacob Davies. Badanie będzie bezbolesne i możesz niewiele z niego pamiętać. Po mimo tego zostaną rzucone na ciebie zaklęcie, które spowodują, że nie będziesz mogła o nim rozmawiać. Wyjątek stanowi wybrany dla ciebie partner. Kiedy go poznasz i będziesz coś pamiętać, możesz mu to powiedzieć. To zaklęcie zacznie działać od momentu, gdy usiądziesz tutaj. – Wskazała ręką na biały fotel, który przypominał kozetkę lub też bardziej fotel z gabinetu jej rodziców. Niepewnym krokiem ruszyła w jego stronę i ułożyła się wygodnie. Nie poczuła żadnej zmiany.

- Wypijesz ten eliksir, który cię uśpi  Będziesz musiała podejmować decyzje, które ujrzymy i które będą stanowić dla nas podstawę do wybrania ci partnera. – A więc tak to będzie wyglądać... Wejdę do mojego mózgu, spenetrują go... Dowiedzą się, że jestem dziwna, nijaka. Nie pasuje do nikogo. Ten pomysł nie podobał się Hermionie, ale starała się ukryć swój strach. 
- Gotowa? – Spytała Lucy i nie czekając na odpowiedź podobał jej flakonik z jasno niebieską cieczą. Granger wzięła go od niej drżącą ręką. Spojrzała na eliksir. Teraz. Nie ma po co tego odwlekać. Nie myślała już o żadnym chłopaku. Nie bała się badania. Sama była ciekawa, co się wydarzy i jakiej prawdy o sobie się dowie. Przechyliła flakon i wypiła jednym haustem jego zawartość. Efekt był natychmiastowy. Poczuła jak jej powieki opadają. Nie mogła powstrzymać snu. Gdy zamknęła oczy od razu zaczęła śnić.

            Była na łące. Wielkiej, zielonej udekorowanej kwiatami. Niebo było bezchmurne, a słońce ogrzewało jej policzki. Słyszała śpiew ptaków i chciała położyć się w wysokiej trawie, gdy nagle odwróciła się i zobaczyła las. Wysokie drzewa prowadziły do prawdziwej puszczy. Pomiędzy krzakami pojawiły się dzikie zwierzęta, które uśmiechały się do niej, jakby zapraszając do wejścia. Chciała tam iść i je pogłaskać, ale zaraz uświadomiła sobie, że to głupie i woli zostać tutaj. Na pięknej łące. Postanowiła, że zrobi sobie wianek, więc zaczęła zrywać kwiaty i splotła je. Następnie włożyła go sobie na głowę. Czekała, co dalej ją zaskoczy. Pojawił się przed nią Harry. Nie potrafiła ukryć swojego zaskoczenia, a także zniechęcenia. Nie chciała go tutaj. Nie chciała z nim być. Za jego plecami ukazał się Ron. Uśmiechnęła się do niego, ale bardzo sztucznie. Jego też nie chciała tu widzieć. Gryfoni przeszli obok niej, nawet się nie odzywając. Postanowiła iść w przeciwnym kierunku, aby więcej na nich nie trafić.

Zrobiła zaledwie kilka kroków, gdy sceneria zmieniła się i była na ulicy przed swoim domem. Na niebie był Mroczny Znak. Czując narastającą panikę pobiegła w kierunku domu i wbiegła do kuchni. Śmierciożercy trzymali jej rodziców i planowali ich zabić.

- Nie! Proszę! Nie róbcie tego! – Chciała wyjąć swoją różdżkę, ale krzyknęli do niej.

- Jeden ruch i oni zginą! – Była wściekła na siebie, że wcześniej nie sięgnęła po broń.

- Zabijcie mnie! Nie ich! Nie krzywdźcie ich! – Spojrzeli na nią szyderczo. Ostatnie co pomyślała to, to, że umiera za osoby, które tak bardzo kocha. Błysnęło zielone światło i już spadała w otchłań...

Upadła na coś miękkiego. Było to podłoże podobne giętkością do ciastoliny. Sturlała się z niego i ujrzała Norę. Zaczęła biec w jej kierunku. Weszła do środka i zobaczyła, że państwo Weasley nie żyją. Pani Molly wisiała na grubym sznurze. Pan Artur trzymał w ręku swoje serce. Nie potrafiła opanować szlochu. Nie mogła złapać oddechu. Jej drudzy rodzice w tak dramatycznym położeniu byli sztyletem w jej serca... i wtedy błysnęło. Zobaczyła sztylet na stole... i wbiła go w sobie w serce. Zobaczyła krew i upadła. Gdy otworzyła oczy była już w zupełnie innym miejscu. Ktoś na jej oczach torturował jakiegoś skrzata domowego, a ona czuła się jakby i ona była poddana zaklęciu Cruciatus. Obok skrzata zaczęli pojawiać się jej przyjaciele – Harry, Ron i Ginny, którzy także strasznie cierpieli. Zakapturzony mężczyzna przemówił do niej.

- Jeśli obetniesz swoją prawą rękę przestanę ich torturować. – Bez zastanowienia sięgnęła po nóż, który nagle pojawił się obok niej i zrobiła to. Poczuła ból rozchodzący się po jej ciele i znowu zamknęła oczy.

Kolejna scena, inne miejsce. Musiała wybrać strój na randkę. Czuła, że idzie na randkę. Sięgnęła po swoją ulubioną kraciastą koszulę, ale odstawiła ją. To nie jest dobry pomysł, pomyślała i wyjęła czerwoną sukienką z długim rękawem, nakładanym dekoltem i rozkloszowaną. Do tego złote szpilki i mała torebka. Tylko gdzie zaprosić tego chłopaka? Restauracja? Zbyt banalne. Do Trzech Mioteł? Za mało romantyczne. Już wiem! Zabiorę go do na romantyczną kolację przy świecach nad morze! Gdy tylko tak pomyślała, ujrzała malowniczą scenerię. Zachód słońca, gładka tafla wody i pięknie przyozdobiony, drewniany stół. Usłyszała czyjeś kroki i zobaczyła coś bardzo dziwnego. Była to nieokreślona forma. Bez kształtu. Czuła, że sama musi go uformować, więc zaczęła wyliczać, co powinien mieć.

- Powinieneś być bystry, miły i elegancki. Mieć odpowiednie poczucie humoru. Lubić czytać książki. Nie możesz być wredny czy uprzedzony. Mieć pozytywne nastawienie do życia i uśmiech na twarzy. Co do wyglądu... – Zawahała się. Nie miała żadnego wzorca. Nie myślała, że jej wybranek musi mieć koniecznie niebieskie oczy, bo za nic w świecie nie poślubi innego. – Możesz  być jaki chcesz. – Podszedł do niej Neville, a raczej ktoś, kto go przypominał, ponieważ zachowywał się dokładnie tak, jak tego oczekiwała. Szarmancko pocałował jej dłoń. Odsunął dla niej krzesło i rozprawiali o lekturach, które przeczytali. Wymyślił dla niej grę. Miała szybko wybierać pomiędzy dwoma rzeczami, które jej zaproponuje. Zgodziła się.

- Ognista Whiskey czy Piwo Kremowe?

- Ognista Whiskey. – Dlaczego to powiedziała? Przecież nikt nie wiedział, że szklaneczka tego trunku działa na nią jak tak odprężająco.

- Dzień czy noc?

- Dzień. – Tu nie miała wątpliwości. Wolała światło od mroku.

- Sowa czy szczur?

- Sowa.

- Transmutacja czy eliksiry?

- Transmutacja.

- Książki czy przyjaciele?

- Przyjaciele.

- Quidditch czy szachy czarodziejów?

-Quidditch. – Znowu czuła, że powiedziała to mimowolnie.

- Przyjaźń czy miłość? – Poczuła się bardzo dziwnie. Chciała powiedzieć przyjaźń, ale nie mogła, więc spróbowała miłość, ale także nic nie wyszło z jej gardła. Nie mogła odpowiedzieć na to pytanie, bo sama nie wiedziała, co by wybrała. Było to dla niej dwie bardzo ważne rzeczy.

Neville rozmył się i została sama. Teraz ubrana w swoją ulubioną, białą sukienką z rękawami za łokcie. Krótką i zwiewną w stylu boho. Czuła, że musi pomyśleć o czymś szczęśliwym. O czymś najszczęśliwszym. O pragnieniu swojego serca. Wszystko to, co zakiełkowało w jej głowie pojawiało się. Widziała dom na wsi z pięknem ogrodem. Czuła się żoną i matką gromadki dzieci. Tak... To było pragnienie jej serca. Rodzina. Wiedziała, że gdyby nawet miałaby żyć w biedzie, zawsze rodzina będzie dla niej najważniejsza.

Stojąc przed wymarzonym domem usłyszała dochodzący z niego głos.

- Hej, Hermiono, co może zniszczyć zło? – Jej odpowiedź padła natychmiast, bez zastanowienia.

- Uśmiech.

            Czuła, że wraca. Jakby budziła się z długiego, dobrego snu. Powoli otworzyła oczy i zobaczyła, że cała trójka bacznie jej się przypatruje. Pamiętała wszystko z tego snu, ale czuła, że nie może z nim na ten temat rozmawiać, a więc zaklęcie działało. Jednak nie mogła znieść ich zaskoczenia wypisanego na twarzach. Czy zrobiła coś źle, czy rzeczywiście do nikogo nie pasuje? Powoli wstała z fotela i odważyła się zapytać.

- Czy wszystko w porządku?

- Och, tak. – Odpowiedziała jej Lucy. – Tylko ty... Czy pamiętasz co się działo? – Przytaknęła głową. – No więc... Była tam taka chwila, gdy nie mogłaś odpowiedzieć na pytanie co byś wybrała: przyjaźń czy miłość. Zaniemówiłaś wtedy, bo nie mogłaś podjąć decyzji, co jest bardzo dziwne, ponieważ w skład tego eliksiru wchodzi Veritaserum i... powinnaś powiedzieć prawdę.

To, co usłyszała nie poprawiło jej nastroju. Była inna. Była odmieńcem. Zachowała się dziwnie i nie będzie miała nikogo do pary. Pożegnała się z całą trójką, która teraz oddała jej należyte zainteresowanie i wyszła z gabinetu. Szła szybko czując na sobie spojrzenia innych. Ile tam była? Spojrzała na zegarek i aż nie mogła uwierzyć. Spędziła tam godzinę! Nic dziwnego, że wszyscy na nią patrzę. Kolejna anomalia.

Skorzystała z windy i znalazła się w atrium. Wskoczyła do kominka i krzyknęła:

- Nora! – Teraz będzie miała czas, by wszystko przeanalizować i pogodzić się z tym, że za miesiąc ona nie dostanie listu.

Witajcie w świecie fremione!

 Jesteś fanem Harry'ego Pottera? Tak, jak ja zakochałeś się w fremione? To IDEALNE miejsce dla Ciebie! 

Ten blog pragnę poświęcić opowiadaniu miłości Hermiony i Freda. Wydarzenia, które przedstawię dzieją się po wojnie, więc oczywiście nie trzymam się fabuły z książek.

Nie jest to pierwszy blog, który piszę, dlatego zapraszam serdecznie na hermionaandfred.blogspot.com, gdzie również opisuje miłość dwójki Gryfonów na przestrzeni lat. 

Droga czytelniczko i drogi czytelniku mam nadzieję, że zostaniecie ze mną do końca tej historii i będziecie mnie wspierać w pisaniu poprzez komentarze, rady i sugestii. 

Życzę miłego czytania! 

Ola

"Czy on ją kocha?"

  Hermiona przez najbliższy czas odpoczywała w samotności. Fred tylko czasami pojawiał się w Norze i jego wizyty były krótkie. Wyglądał wpro...